<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-4195584182338266531</id><updated>2011-10-11T14:17:39.169+02:00</updated><category term='herbata'/><category term='z pamiętnika alchemika'/><category term='Keiko Mecheri'/><category term='ulubieńcy autorki'/><category term='Profvmvm'/><category term='Comme des Garçons'/><category term='Parfumerie Generale'/><category term='Etro'/><category term='ambra'/><category term='Armani'/><category term='L&apos;Artisan Parfumeur'/><category term='Heeley'/><category term='paczula'/><category term='Molinard'/><category term='Annick Goutal'/><category term='Editions de Parfums Frédéric Malle'/><category term='klasyki'/><category term='figa'/><category term='Serge Lutens'/><category term='kadzidło'/><category term='Parfum d’Empire'/><category term='Histories de Parfums'/><category term='ogólne'/><title type='text'>Na własnej skórze</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Norna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02537235786400196382</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>24</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4195584182338266531.post-8264126789036896201</id><published>2011-02-07T18:03:00.001+01:00</published><updated>2011-02-07T18:04:57.616+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='z pamiętnika alchemika'/><title type='text'>Domowej roboty olejek z paczuli - etap pierwszy</title><content type='html'>Właśnie rozpoczęłam próbną produkcję olejku z paczuli. Suche liście mają charakterystyczny, ostry zapach, który – czego ciężko się dowiedzieć, czytając teksty w Internecie, a o czym ja przekonałam się przypadkowo – działa na koty w sposób porównywalny z zapachem waleriany. Potrzeba co najmniej 150 ml oleju na 20 g suszonych liści. Świeżo nastawiony olejek ma intensywny, niezbyt przyjemny zapach mokrego drewna i metalu, który niewiele przypomina to, co zwykle kojarzymy z zapachem paczuli. Teraz moczymy się przez miesiąc – i zobaczymy, co z tego wyjdzie. W razie czego mam jeszcze pół worka suszu:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4195584182338266531-8264126789036896201?l=nawlasnejskorze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/feeds/8264126789036896201/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4195584182338266531&amp;postID=8264126789036896201' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/8264126789036896201'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/8264126789036896201'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2011/02/domowej-roboty-olejek-z-paczuli-etap.html' title='Domowej roboty olejek z paczuli - etap pierwszy'/><author><name>Norna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02537235786400196382</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4195584182338266531.post-7945111339515627865</id><published>2011-02-04T19:07:00.003+01:00</published><updated>2011-02-04T19:11:04.757+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Editions de Parfums Frédéric Malle'/><title type='text'>Eau d’Hiver, Editions de Parfums Frédéric Malle – pierwsze mgnienie wiosny</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/TUxBCGfY8yI/AAAAAAAAAI8/oBYcQrjqZvc/s1600/165x302_1EDP104g.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 165px; height: 302px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/TUxBCGfY8yI/AAAAAAAAAI8/oBYcQrjqZvc/s400/165x302_1EDP104g.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5569898343508276002" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Styczeń wprawdzie wreszcie się skończył, ale do wiosny jeszcze daleko. Podczas długich, zimowych miesięcy lubię czasem założyć coś, co poprawia mi humor i przypomina o cieplejszych dniach. Zapachy nieco inne od mojej regularnej zapachowej garderoby, zapachy ciepłe, pełne życia i światła, na przykład figowe albo z nutami siana - Ichnusę, Bois Blond, Fougere Bengale… i tak jak dzisiaj L’Eau d’Hiver. Jean-Claude Ellena chyba doskonale rozumie takie zimowe tęsknoty, bo jego kompozycja jest idealnym zapachem na takie właśnie okazje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, dlaczego tak wiele osób twierdzi, że to zimny zapach, prawdopodobnie działa tu magia nazwy. W istocie Eau d’Hiver – Woda Zimowa – jest zapachem rześkim, ale i wyraźnie ciepłym, antidotum na zimową chandrę, wspomnieniem wiosny, kiedy za oknem trzaska mróz lub pada zimny deszcz.&lt;br /&gt;Lapach jest lekki i eteryczny, niemal transparentny. Bergamotka w nutach głowy pojawia się na kilka chwil i zaraz znika, podobnie wyczuwalne na początku nieco apteczne nuty po około pół godzinie rozmywają się w delikatnej, słodkawej woni miodu i heliotropu. Z czasem zapach staje się bardziej migdałowy i nieco pudrowy  - to irys, który w tym przypadku nawet na chwilę nie pokazuje swojego ziemistego, kłączystego oblicza. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten zapach jest kolejnym dowodem na to, że na podstawie listy składników ciężko jest stworzyć sobie dobre wyobrażenie o danej kompozycji.   Migdały, miód, heliotrop, irys  – w innych rękach mógłby to być jadalno-kwiatowy ulepek o sile rażenia kowalskiego młota. Ale przecież to Ellena, perfumiarski minimalista, który nie bawi się w podobne nonsensy. Kompozycja jest doskonale wyważona, idealnie skomponowana i elegancka, pełna przestrzeni, przemyślana, bez choćby jednej zbędnej nuty. Ten zapach to także dowód na to, że we właściwych rękach każdy składnik może wybrzmieć doskonale. Nie przepadam za heliotropem, zazwyczaj spotykam go w kompozycjach nudzących banalnym romantyzmem albo duszących, ordynarnie cielesnych kwiatowcach. Jednak Jean-Calude Ellena wycisnął z niego całe piękno. Po tym właśnie poznajemy geniusza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Eau d’Hiver jest doskonałym zapachem na zimowy dzień spędzony w domu – zimne powietrze na zewnątrz nie służy tej delikatnej, misternej konstrukcji – ale będzie się świetnie nosił również w cieplejsze dni. Jednak jeśli o mnie chodzi, doceniam go, ale nie wejdzie na stałe do mojej szafy; wystarczy mi odrobina na te paskudne chwile, kiedy tęskni się za wiosną. Przynajmniej na razie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dostępność w Polsce: &lt;a href="http://www.galilu.pl"&gt;perfumeria Galilu&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty: bergamotka, dzięgiel, irys, głóg, jaśmin, miód, heliotrop, goździk, migdały, piżmo, karmel.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4195584182338266531-7945111339515627865?l=nawlasnejskorze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/feeds/7945111339515627865/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4195584182338266531&amp;postID=7945111339515627865' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/7945111339515627865'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/7945111339515627865'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2011/02/eau-dhiver-editions-de-parfums-frederic.html' title='Eau d’Hiver, Editions de Parfums Frédéric Malle – pierwsze mgnienie wiosny'/><author><name>Norna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02537235786400196382</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/TUxBCGfY8yI/AAAAAAAAAI8/oBYcQrjqZvc/s72-c/165x302_1EDP104g.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4195584182338266531.post-2368843965817992880</id><published>2010-11-13T17:29:00.005+01:00</published><updated>2011-02-07T18:03:38.329+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='z pamiętnika alchemika'/><title type='text'>Z pamiętnika alchemika;)</title><content type='html'>W życiu każdego perfumomaniaka przychodzi chyba taka chwila (zwykle zresztą dość wcześnie), kiedy zaczyna się zastanawiać, jak właściwie pachną poszczególne składniki. Wszyscy znamy zapach konwalii, skóry czy pomarańczy. Ale kwiat pomarańczy? Już niekoniecznie. Co z bardziej egzotycznymi i tajemniczymi składnikami, jak ambra, oud czy żywica guggul? Takiej wiedzy zwykle nie wynosimy z domu czy ze szkoły -  mamy w programie edukacji wychowanie fizyczne, muzyczne, plastyczne i tak dalej, ale przedmiotu wychowanie zapachowe nie ma i raczej nie będzie. Nikt nie podtyka dzieciom pod nos fiolek z esencjami i nie mówi „powąchajcie, to jest ambra, a to tuberoza…” Oczywiście mam świadomość, że dla większości społeczeństwa jest to zbędna wiedza i fanaberie. Ale jednak trochę szkoda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zwykle więc zakasujemy rękawy i zdobywamy tę wiedzę metodą eliminacji, żmudnie analizując składy poszczególnych zapachów i odsiewając to, co już znamy. Metoda jest czasochłonna i pracochłonna, ale dość skuteczna. W końcu nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Jednak nie wszystkim to wystarcza. I tu dochodzimy do esencji, czystych składników perfumarskiego rzemiosła. To oddzielna, szeroka i interesująca gałąź zapachowej fascynacji. Pojedyncza nuta solo może pachnieć zupełnie inaczej, niż to sobie wyobrażaliśmy, wąchając ją w kompozycji. Esencje same w sobie również zmieniają swój zapach na skórze. Zapach esencji może zależeć od czasu dojrzewania czy przechowywania. Świeżo nastawiony olejek paczulowy pachnie mokrym drewnem i metalem. Czysty styraks śmierdzi, i dopiero po pewnym czasie na powietrzu zaczyna przypominać to, co znamy z kompozycji zapachowych. Jeden jaśmin nie przypomina drugiego. Dotychczas tylko od czasu do czasu zbaczałam w tym kierunku, ale ten temat zaczyna mnie fascynować coraz bardziej. Czyste esencje to niezmierzone morze często zaskakujących zmysłowych doświadczeń. Nie mówię, żeby od razu skakać do niego na główkę, ale warto się przynajmniej popluskać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/TN_WgdZ3ShI/AAAAAAAAAIs/sHCn9wBoffo/s1600/IMG_3139a.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 338px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/TN_WgdZ3ShI/AAAAAAAAAIs/sHCn9wBoffo/s400/IMG_3139a.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5539381919826266642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W życiu każdego perfumomaniaka przychodzi też chyba prędzej czy później pokusa – a może by tak samemu coś zmieszać…? Może spróbować coś samemu nastawić? Na szczęście mamy internet, a w nim sklepy oferujące rozmaite gotowe esencje, a oprócz tego oleje, liście, przyprawy, receptury i oczywiście &lt;a href="http://www.basenotes.net/content/152-Make-your-own-perfumes"&gt;instrukcje&lt;/a&gt; osób bardziej w tej materii doświadczonych. Dzięki temu każdy może się pobawić w domorosłego alchemika i zmieszać własne pachnidło, nie wyłączając mnie. Powoli gromadzę różne olejki, liście i absoluty. Nie mam wielkich złudzeń co do swojego talentu w tej materii, ale warto spróbować choćby dlatego, żeby zobaczyć, jak to wygląda, jak dojrzewają takie nastawy, jak łączą się ze sobą poszczególne składniki, i dla czystej radości babrania się w zapachach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do czego właściwie zmierza ten post? Jeśli za jakiś czas będę próbowała wysmarować was czymś z podejrzanie nieoznakowanej fiolki lub butelki, na wszelki wypadek się nie zgadzajcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=4v5CRvy6UF0"&gt;Efekt może być mroczny;)&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4195584182338266531-2368843965817992880?l=nawlasnejskorze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/feeds/2368843965817992880/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4195584182338266531&amp;postID=2368843965817992880' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/2368843965817992880'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/2368843965817992880'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2010/11/z-pamietnika-alchemika.html' title='Z pamiętnika alchemika;)'/><author><name>Norna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02537235786400196382</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/TN_WgdZ3ShI/AAAAAAAAAIs/sHCn9wBoffo/s72-c/IMG_3139a.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4195584182338266531.post-6513587335869517722</id><published>2010-11-07T22:00:00.003+01:00</published><updated>2010-11-08T19:05:40.536+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='paczula'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Histories de Parfums'/><title type='text'>Opowiem wam nową historię…</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/TNgz6BDBaOI/AAAAAAAAAIM/iw7ACHd5Y9g/s1600/5256aa54e6.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="200" width="88" src="http://4.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/TNgz6BDBaOI/AAAAAAAAAIM/iw7ACHd5Y9g/s200/5256aa54e6.jpg"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Histories de Parfums to marka, którą nazwałabym koncepcyjną. Nie da się nie zauważyć, że jej założyciel i jednocześnie twórca kompozycji, Gerald Ghislain, głęboko przemyślał, co i w jaki sposób chce przekazać swoim odbiorcom.  Histories de Parfums to zapachowa biblioteka, a każda kompozycja jest jak książka, zamknięta we flakonie historia – osoby, miejsca, składnika… Histories de Parfums to nowatorski sposób prezentowania zapachu – w szklanych lejkach z papierowymi filtrami nasączonymi perfumami, pozwalających natychmiast zapoznać się z kompozycją w rozwiniętej postaci. Histories de Parfums to też jedyna tuberoza, która mnie przekonuje – ale o tym kiedy indziej. Natomiast dziś…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1740 Markiz de Sade&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z 1740 spotykałam się już kilka razy, najpierw na blotterze, potem na własnej skórze, ale zawsze odbywało się to w mało sprzyjających warunkach, w towarzystwie innych zapachów, często bardziej hałaśliwych i narzucających się, bo ta kompozycja, wbrew swojej nazwie, jest raczej dyskretna. A jak można docenić taki zapach, gdy na drugim nadgarstku wrzeszczy i ciska się rozbuchana, dzika Oxiana, a wokół szyi wije się Paczula Villoresi? Dziś miałam wreszcie okazję przestawać go w domowym zaciszu, poświęcić mu całą uwagę, na którą zasługuje. Odwdzięczył się za to, odsłaniając całe swoje piękno.&lt;br /&gt;Pani Asia Missala, która zaraziła mnie chęcią poznania Markiza, stwierdziła że ten zapach i postać zupełnie jej do siebie nie przystają. W pełni się z tym zgadzam. Donatien Alphonse François de Sade to postać znana chyba każdemu, kto wychował się w zachodniej kulturze. Niesławny libertyn, którego nazwisko wymienia się porozumiewawczym szeptem, zdeprawowany do szpiku kości pisarz, którego dzieła otacza nimb mroku i tajemnicy. Całe życie poświęcam się zgłębianiu rozmaitych meandrów i poznawaniu różnych twarzy literatury, więc w pewnym momencie postanowiłam sięgnąć również po twórczość Markiza i, kolokwialnie mówiąc, zobaczyć o co tyle hałasu. Nie było to szczególnie trudne, większość dzieł dało się znaleźć w publicznej bibliotece. I tak poznałam Juliettę, Justynę, Zbrodnie miłości, Filozofię w buduarze i niesławne 120 dni Sodomy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakież było moje rozczarowanie, gdy okazało się, że jest to po prostu kiepska literatura, fabuły są schematyczne, warsztat pisarski autora mizerny, a filozofia, którą wielu tak wychwala, budzi li tylko uśmiech politowania. Dzisiaj już nawet treść niewielu pewnie zaszokuje. Owszem w swoich czasach był postacią ważną i w pewien sposób nowatorską, ale niewiele w tym rzeczywistej wartości literackiej. Legenda mrocznego Markiza, dekadenckiego geniusza, runęła w moich oczach jak domek z kart. &lt;br /&gt;Niemniej jednak, myśląc o zapachu zainspirowanym tą postacią, spodziewałam się jakiegoś nawiązania do tej właśnie legendy, czyli zapachu odwołującego się do mrocznych żądz, cielesnego, dekadenckiego, niepokojącego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic z tych rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Novum Lumen Chymicum&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początek zapachu jest lepki, gęsty i słodkawy, medyczny, przywodzi na myśl syrop. Z czasem jednak staje się coraz pikantniejszy mocnym kardamonem i kolendrą, choć nadal słodkawy. Stopniowo traci lepkość, staje się coraz bardziej suchy, czujemy ciemne, szlachetne drewno, skórę z opraw starych ksiąg. Bardzo wyraźnie wyczuwalna jest sucha, pylista paczula, jednak bez charakterystycznej dla tego składnika piwnicznej nutki. Z czasem w tle delikatnie przebija się piękna, żywiczna nuta ciemnego labdanum, wyraźna zwłaszcza po ogrzaniu, nieco spychając skórę na dalszy plan. W bazie wyczuwalne jest przede wszystkim drewno i wanilia, i to wanilia w pięknym wydaniu – podana nie tak jak w większości popularnych perfum, jako mdlący, słodki aromat przypominający wanilinowy zapach do ciasta, lecz w formie aromatycznej i eleganckiej naturalnej wanilii. Dlatego nawet jeśli normalnie nie lubicie „waniliowych perfum”, nie skreślajcie dzieła Geralda Ghislaina, może się okazać, że taka wanilia jednak wam się spodoba. Przejście od gęstej i lepkiej fazy słodkiego syropu do suchej, wytrawnej mieszanki drewna, skóry i paczuli jest płynne i łagodne, przeprowadzone po mistrzowsku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/TNg1yqnIqtI/AAAAAAAAAIk/o_RhqPZtiOI/s1600/Alchemik_Sedziwoj_Matejko.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="226" width="400" src="http://1.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/TNg1yqnIqtI/AAAAAAAAAIk/o_RhqPZtiOI/s400/Alchemik_Sedziwoj_Matejko.JPG"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Niniejszym stanowczo odmawiam nazywania tej pięknej kompozycji nazwiskiem osiemnastowiecznego francuskiego grafomana. &lt;br /&gt;To zapach ciemny i ciepły, wiśniowy i ciemnobrązowy. Kojarzy mi się z podziemnym, ciemnym laboratorium maga lub alchemika, nieco zakurzonym, pełnym ksiąg, tajemniczej aparatury i retort, obowiązkowo z wypchanym krokodylem pod sufitem i dziwnymi eksponatami w szklanych słojach. To zapach mędrca i erudyty. Jeśli miałabym nazwać go czyimś nazwiskiem, niech będzie to mistrz Michał Sędziwój, &lt;i&gt;Heliocanthaurus Borealis&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Faciat hoc quispiam alius quod fecit Sendivogius Polonus&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kompozycje Histories de Parfums mają jeszcze jedną niezaprzeczalną zaletę – są dostępne w małych, poręcznych flakonikach o pojemności 14 ml, co dla mnie, osoby posiadającej urągającą rozsądkowi liczbę flakonów, które zużywa potwornie wolno, jest doskonałym rozwiązaniem. Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby więcej firm wprowadziło takie pojemności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dostępność w Polsce: &lt;a href="http://www.missala.pl/"&gt;Perfumerie Quality&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty: bergamotka, dawana, paczula, kolendra, kardamon, cedr, brzoza, labdanum, skóra, wanilia, elemi, nieśmiertelnik&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4195584182338266531-6513587335869517722?l=nawlasnejskorze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/feeds/6513587335869517722/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4195584182338266531&amp;postID=6513587335869517722' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/6513587335869517722'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/6513587335869517722'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2010/11/opowiem-wam-nowa-historie.html' title='Opowiem wam nową historię…'/><author><name>Norna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02537235786400196382</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/TNgz6BDBaOI/AAAAAAAAAIM/iw7ACHd5Y9g/s72-c/5256aa54e6.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4195584182338266531.post-2687046287226793721</id><published>2009-04-30T23:56:00.007+02:00</published><updated>2009-05-01T17:37:35.962+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Heeley'/><title type='text'>Heeley, Esprit du Tigre - Spirit of Beltaine</title><content type='html'>.&lt;br /&gt;Udało mi się wreszcie znaleźć kontekst dla zapachu, z którym przez pewien czas nie mogłam dojść do ładu. A było tak…&lt;br /&gt;Od rana zastanawiałam się, jaki zapach wybrać, żeby uczcić dzisiejsze święto Beltaine. Po namyśle wybór padł na szmaragdowozielone, magiczne &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Jade&lt;/span&gt;. Jednak kiedy sięgnęłam do szafki, coś innego najwyraźniej pokierowało moją ręką i pomyliłam atomizery z dekantami. Świadomie na pewno bym go nie wybrała. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Esprit du Tigre&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Spirit of the Tiger&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;Jestem rzemieślnikiem słowa. Słowa to moje narzędzie pracy – przekształcam je, zmieniam, przestawiam, tworzę i znęcam się nad nimi na wszelkie znane ludzkości sposoby. Dlatego łatwo ulegam magii nazw, także w przypadku perfum, szybko wiążę z nimi pewne wyobrażenia, oczekiwania i obrazy. Nie raz już zwiodło mnie to na manowce i doprowadziło do rozczarowań. Nie inaczej było i w przypadku &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Esprit du Tigre&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/Sfof9-tzXWI/AAAAAAAAAG8/j-xF_w0xEMI/s1600-h/cand_juno.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 220px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/Sfof9-tzXWI/AAAAAAAAAG8/j-xF_w0xEMI/s320/cand_juno.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5330608258613992802" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Swego czasu bawiłyśmy się na forum Per Fumum w &lt;a href="http://www.per-fumum.net/viewtopic.php?t=247"&gt;„ślepe testy”&lt;/a&gt; zapachów – to bardzo ciekawe doświadczenie, o którym może napiszę jeszcze coś więcej. W pierwszej fiolce bez podpisu, którą dostałam do testowania, był zapach kamforowy, potężny, zwierzęcy i obezwładniający. Idealne odwzorowanie mojego wyobrażenia o Duchu Tygrysa i dałabym sobie rękę uciąć, że to właśnie on znajduje się w owej fiolce. Tymczasem był to &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Black Tourmaline&lt;/span&gt;, pod którego przepotężnym urokiem pozostaję do dziś. Ta nazwa świetnie by do niego pasowała. W porównaniu z nim prawdziwy &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Esprit du Tigre&lt;/span&gt;, który poznałam niedługo potem, wydawał się blady i nieciekawy. Nie mogłam znaleźć dla niego miejsca, choć nie potrafiłam go też całkiem skreślić, bo miałam świadomość, że to moje wyobrażenie o nim wyrządziło mu krzywdę. &lt;br /&gt;Dziś wreszcie, w dzień Beltaine, odleźliśmy się nawzajem, choć w sposób zupełnie nieoczekiwany i dla osób, które znają ten zapach – określany często jako chemiczny i apteczny – być może nawet dziwny. Po raz kolejny przekonałam się, że dla niektórych zapachów musi po prostu przyjść odpowiedni czas i miejsce. Kamforowy, eteryczny powiew &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Esprit du Tigre&lt;/span&gt; lekko przewietrza zatoki, a przyprawy rozgrzewają delikatnie jak słońce w pierwsze ciepłe dni. Listki mięty kontrastują chłodem jak ostatnie wspomnienie zimy. Zapach jest przejrzyście jasnozielony, migotliwy i przestrzenny, pełny świeżego powietrza. To oddech głęboko wciągnięty do płuc, rześki i pobudzający, niosący lekkie nuty liści i drewna. Delikatne i niewymuszone przejście od zimy do lata, od zimna do ciepła, od ciemności do światła, od śmierci do życia. Chwila zawieszenia przed wybuchem energii. Spokojne przebudzenie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Życzę szczęścia wszystkim, którzy świętują Beltaine i tym, którzy tylko ciepło myślą o tym święcie. Hail the Queen of the May!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;All across the barren land&lt;br /&gt;Still cold from winter's hand&lt;br /&gt;It has been a time for tears&lt;br /&gt;Season of the Goddess return&lt;br /&gt;On this eve, the first summer night&lt;br /&gt;Out of the darkness and into the light&lt;br /&gt;Set the Beltaine fires alight&lt;br /&gt;Season of the Goddess return&lt;br /&gt;Hail! Hail! the Queen of the May&lt;br /&gt;Now is the season, now is the day&lt;br /&gt;A time to laugh and a time to play&lt;br /&gt;Hail! Hail! the Queen of the May&lt;br /&gt;Through the time when the green leaves hide&lt;br /&gt;The dream of summer has kept us alive&lt;br /&gt;Through the darkness we have survived&lt;br /&gt;Season of the Goddess return&lt;br /&gt;Let the leaves be green again&lt;br /&gt;Let us all be free from pain&lt;br /&gt;Out of the ice and into the flame&lt;br /&gt;Season of the Goddess return!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba już rzeczywiście czas na odrodzenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dostępność w Polsce: &lt;a href="http://galilu.a.net.pl/"&gt;Perfumeria Galilu&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty: mięta, kamfora, czarny pieprz, goździki, kardamon, cynamon, wetiwer&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Na zdjęciu Candia, wokalistka zespołu Inkubus Sukkubus. Zdjęcie pochodzi ze strony zespołu: &lt;a href="http://www.inkubussukkubus.com/"&gt;www.inkubussukkubus.com/&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4195584182338266531-2687046287226793721?l=nawlasnejskorze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/feeds/2687046287226793721/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4195584182338266531&amp;postID=2687046287226793721' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/2687046287226793721'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/2687046287226793721'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2009/04/spirit-of-beltaine.html' title='Heeley, Esprit du Tigre - Spirit of Beltaine'/><author><name>Norna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02537235786400196382</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/Sfof9-tzXWI/AAAAAAAAAG8/j-xF_w0xEMI/s72-c/cand_juno.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4195584182338266531.post-2607373416773514694</id><published>2009-01-30T19:15:00.004+01:00</published><updated>2009-01-30T21:50:51.646+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='herbata'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Comme des Garçons'/><title type='text'>Comme des Garçons, Tea – postapokaliptyczna herbatka</title><content type='html'>Pozostaniemy dziś w infernalnych klimatach. Jeśli diabeł oprócz starej whiskey pija też herbatę, to jej olfaktoryczną reprezentacją jest &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tea&lt;/span&gt; Comme des Garçons. &lt;br /&gt;Zapach herbaciany zwykle kojarzy się z czymś stosunkowo lekkim i orzeźwiającym, odpowiednim na lato. Ale i w tej rodzinie zdarzają się czarne owce, herbaty ciężkie i mocne, dymne i zdecydowane: &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tea for Two&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Eau du Fier&lt;/span&gt;… i &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tea&lt;/span&gt;.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Fire at will&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tea&lt;/span&gt; Comme des Garçons należy do niezbyt groźnej poza tym serii Leaves i jest zamknięta w jasnozielonym flakonie; zwiedziona tymi zewnętrznymi pozorami i spisem nut spodziewałam się swego czasu, że będzie to zapach w rodzaju herbat Bvlgari (które zresztą bardzo lubię, wszystkie bez wyjątku). Powinnam się mieć na baczności, przecież mnie ostrzeżono. W końcu wiedziałam też, czego można się po tej marce spodziewać. Powinnam zauważyć, ze zieleń flakonu jest trochę zbyt jadowita i chorobliwa. Mimo to pierwsze spotkanie z &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tea&lt;/span&gt; było szokiem, ale też szokiem pełnym zachwytu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SYNHxoyk4mI/AAAAAAAAAG0/UhuyKoD4S_A/s1600-h/rw1chase.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 194px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SYNHxoyk4mI/AAAAAAAAAG0/UhuyKoD4S_A/s400/rw1chase.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5297156504806548066" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spójrzmy: czarna herbata i mate, bergamota, płatki róży i cedr. Brzmi smacznie? Spodziewaliście się miłej różanej herbatki z cytryną? Ha! Nic z tego. Nie tutaj.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tea&lt;/span&gt; już od pierwszej chwili zalewa gardło płynną smołą. Ta herbata ma dla mnie dwa oblicza – po pierwsze to zapach postapokaliptyczny, szpetny i nieco brudny, ale przy tym niezaprzeczalnie stylowy, jak wojownicy szos w skórzanych kurtkach i wysokich butach. To guma opon ich zdezelowanych samochodów, gotująca się w słońcu wyjałowionych, płowych równin, niemal zlewająca się z parującym, miękkim asfaltem; to rdza na maskach, przykurzone ubrania, naoliwione karabiny i przeciwsłoneczne okulary. &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tea&lt;/span&gt; to też piekielna herbatka gotująca sie w kotle diabła, kotle ogrzewanym smołą, cedrowymi szczapami i płonącą gumą. Herbata jest czarna, bardzo mocna, gęsta i gorzka, z wirującą cytrusową smugą bergamoty, której rys ładnie wzbogaca zapach. Paruje jakimś aromatycznym, na poły chemicznym wyziewem, a w zawirowaniach płynu raz po raz wypływa to gorzko, wytrawnie pachnący liść herbaty, to kilka ciemnoczerwonych, mięsistych płatków róży. &lt;br /&gt;Jedyna rzecz, która mnie w tym zapachu na początku rozczarowała, to fakt, że bardzo szybko ulotnił się z mojej skóry. Koniec nastąpił zbyt szybko, miałam jeszcze nadzieję na rozwinięcie tej interesującej historii, a tu już pokazano mi planszę z napisem THE END. Jednak mimo to obraz jest na tyle wciągający, że chętnie się do niego wraca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dostępność w Polsce: sklep RS2 w Warszawie przy ul. Koszykowej 24. Obecnie nie ma w Polsce żadnego Guerrilla Store. Zapachy Comme des Garçons są też dość powszechnie dostępne na Allegro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty: czarna herbata, bergamotka, płatki róży, cedr, absolut mate&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kadr pochodzi z filmu Mad Max 2: Wojownik Szos&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4195584182338266531-2607373416773514694?l=nawlasnejskorze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/feeds/2607373416773514694/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4195584182338266531&amp;postID=2607373416773514694' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/2607373416773514694'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/2607373416773514694'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2009/01/comme-des-garcons-tea.html' title='Comme des Garçons, Tea – postapokaliptyczna herbatka'/><author><name>Norna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02537235786400196382</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SYNHxoyk4mI/AAAAAAAAAG0/UhuyKoD4S_A/s72-c/rw1chase.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4195584182338266531.post-7832514734417230654</id><published>2009-01-28T22:11:00.008+01:00</published><updated>2010-11-07T15:19:51.336+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Profvmvm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ulubieńcy autorki'/><title type='text'>Profvmvm, Fvmidvs – Diabeł pija starą whiskey</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Fvmidvs&lt;/span&gt;. Z niecierpliwością czekałam na to spotkanie, bo zapach budzi kontrowersje, a opinie na jego temat są skrajne, od obrzydzenia po zachwyt. Zastanawiałam się, po której stronie ja się znajdę. Ale do tej kwestii wrócimy później.&lt;br /&gt;Wspominałam już przy okazji recenzji &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;a href="http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2008/09/profvmvm-thvndra.html"&gt;Thvndry&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;, że oferta firmy Profvmvm jest dziwnie nierówna i każdy kolejny test utwierdza mnie w tym przekonaniu. Mam wrażenie, że zapachy tej marki, przynajmniej te, które dotychczas poznałam, dzielą się na dwie grupy – jedna to dobrej jakości, ale niespecjalnie wyróżniające się, często jadalne (i słodkie) propozycje takie jak &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Acqva e Zucchero&lt;/span&gt; (ależ się na niego uwzięłam), &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Confetto&lt;/span&gt; czy nowa &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Dambrosia&lt;/span&gt;, a druga to prawdziwe dziwadełka i zapachy o zdecydowanym charakterze – jak &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Thvndra&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Victrix&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Olibanvm&lt;/span&gt; czy (a może przede wszystkim) dzisiejszy bohater, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Fvmidvs&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;Jak w przypadku wszystkich kompozycji Profvmvm, lista nut jest nader krótka, co zapachowi bynajmniej nie szkodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;"Tak mocą bożą, bez ognia przyczyny&lt;br /&gt;W padolnym żłobie smoła wrzała zgęsła&lt;br /&gt;I ośliniała całą głąb kotliny&lt;br /&gt;Widziałem jeno tyle, że się trzęsła&lt;br /&gt;W bańkach powierzchnia bulgocąca wrzątku:&lt;br /&gt;To się wzdymała w kożuch, to znów klęsła."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początek jest bardzo ekspansywny, wyrazisty i na pewno nie nazwałabym go ładnym - to płonące, buchające gęstym, czarnym dymem opony i gorąca, piekielna smoła. Zapach jest ohydnie fascynujący w jakiś przewrotny sposób, lekko wilgotnawy, ziemisty, ale też gorący i trzaskający. Po jakimś kwadransie zapach powoli traci najbardziej odrzucające elementy, staje się dymno-drzewny, ewaporujący gorącym aromatem parujących drzewnych soków. Jest gorzki, nieco chropawy i szlachetnie surowy. Głęboki, dymny, ciemny i bogaty aromat whiskey to rdzeń tej kompozycji, doskonale dopełniony korzeniem wetiweru i korą brzozową, która dodaje zapachowi odrobinę skórzanych nut – ta kora świetnie potrafi udawać skórę. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Fvumidvs&lt;/span&gt; to taki Szatan ze zmarszczoną brwią, nie cierpiący i romantyczny, jak czasem lubią portretować go poeci czy filmowcy, ale silny i gniewny, pachnący gorącą smołą, płomieniami i dobrą whiskey. Nie, w &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Fvmidvsie&lt;/span&gt; nie ma nic romantycznego, miłego czy ładnego. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Fvmidvs&lt;/span&gt; jest posępny, pewny siebie i bez cienia poczucia humoru. Nie ma w sobie, mimo całego ognia i dymu, czegoś, co można by określić jako „ciepło” – on jest odpychający, dystansujący, ale i intrygujący zarazem. Nie ma w nim jakichś dramatycznych zwrotów akcji, mam wrażenie, że zapach rozwija się spójnie i konsekwentnie. I to jest dobre, czasem potrzebny jest taki wyraziście zarysowany, zdecydowany charakter. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SYDNJ-aCoLI/AAAAAAAAAGs/-fNhsYb9g4M/s1600-h/34xj960.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SYDNJ-aCoLI/AAAAAAAAAGs/-fNhsYb9g4M/s400/34xj960.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5296458733042442418" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Piękna ohyda&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeważają opinie, że to zapach męski. Zgadzam się, że na mężczyźnie mógłby leżeć doskonale, i zapewne obejrzałam się za kimś, kto by nim pachniał, ale jak zwykle muszę zaprotestować przeciwko takiemu kategorycznemu przyporządkowaniu. Ze mną &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Fvmidvs&lt;/span&gt; współgra idealnie, choć rozumiem, że wiele osób ten zapach może uwierać. To moje nowe olśnienie, a od pewnego czasu zapachowe olśnienia nie zdarzają mi się często, ostatnio chyba przy &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Gris Clair&lt;/span&gt;. Łatwiej jest o nie na początku zapachowej drogi, po setkach czy tysiącach przetestowanych kompozycji oczywiste jest, żę zachwyt staje się rzeczą coraz trudniejszą i rzadszą. Ale tym lepiej smakuje. Ja zostałam zauroczona &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Fvmidvsem&lt;/span&gt;, ale jeszcze nie stawiam go w szeregu „ulubieńców” – jest na to za wcześnie, zobaczymy, czy ta fascynacja przetrwa próbę czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dostępność w Polsce: perfumerie &lt;a href="http://www.perfumeriaquality.pl"&gt;Quality&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty: ekstrakt destylowanej szkockiej whiskey, korzeń wetiweru, kora brzozy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kadr pochodzi z filmu "Armia Boga"&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4195584182338266531-7832514734417230654?l=nawlasnejskorze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/feeds/7832514734417230654/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4195584182338266531&amp;postID=7832514734417230654' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/7832514734417230654'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/7832514734417230654'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2009/01/profvmvm-fvmidvs-diabe-pija-stara.html' title='Profvmvm, Fvmidvs – Diabeł pija starą whiskey'/><author><name>Norna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02537235786400196382</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SYDNJ-aCoLI/AAAAAAAAAGs/-fNhsYb9g4M/s72-c/34xj960.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4195584182338266531.post-7723652881490320150</id><published>2009-01-14T19:18:00.008+01:00</published><updated>2009-01-15T12:37:59.725+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Parfum d’Empire'/><title type='text'>Parfum d’Empire, Aziyadé – (zbędne) dorabianie ideologii</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SW4wn2cWYLI/AAAAAAAAAGc/oetwnKyDj8k/s1600-h/Parfum-d__Empire-Aziyade-100ml-365zl_www.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 138px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SW4wn2cWYLI/AAAAAAAAAGc/oetwnKyDj8k/s200/Parfum-d__Empire-Aziyade-100ml-365zl_www.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291220073394364594" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Aziyadé&lt;/span&gt;, druga z zeszłorocznych premier marki Parfum d’Empire, ma być według zapewnień producenta zapachem silnie erotycznym – zawiera w sobie afrodyzjaki z rozmaitych kultur świata. Sama nazwa została zainspirowana tytułową bohaterką na wpół biograficznej książki Pierre’a Loti, francuskiego piewcy orientalizmu. O ile wiem, powieść nie została przetłumaczona na polski, ale też i niespecjalnie jest czego żałować. Aziyadé była młodą dziewczyną z haremu, w której zakochał się Loti… I naprawdę zastanawia mnie, co to za mania wśród firm perfumiarskich z tymi haremami? To kolejna tego typu inspiracja, czy naprawdę nie ma lepszych? Mam wrażenie, że producenci czasami sami strzelają sobie w stopę takimi i podobnymi nawiązaniami. Parfum d’Empire wyjątkowo w tym celuje. W końcu każdy, chcąc nie chcąc, czasem nawet podświadomie czy na wpół świadomie, w jakimś stopniu konfrontuje te podane przez producenta opisy z rzeczywistością.&lt;br /&gt;Ale dość o tym. Jaka jest sama &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Aziyadé&lt;/span&gt;? Dla mnie to w początkowej fazie zapach zdecydowanie, w dobrym sensie jadalny. To zdecydowanie owocowy, intensywny i lejący, nieco kwaskowaty syrop. Miesza się w nim gęsta słodycz daktyli, soczyste pomarańcze, ich aromatyczne skórki, mnóstwo suszonych, słodkich owoców z odrobiną migdałów. Z czasem zapach staje się nieco lżejszy, mniej zawiesisty – nie chcę przez to bynajmniej powiedzieć, że staje się lekki, ale jest przyjemny i naprawdę apetyczny. To nie „ogryzek”, w jaki często zmieniają się na mnie owocowe zapachy, czy fermentująca owocowa pulpa jak choćby w klasycznej &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Aqabie&lt;/span&gt;. Perfumy z przewagą nut owocowych rzadko pachną na mnie dobrze, więc czekałam, kiedy i &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Aziyadé&lt;/span&gt; się zepsuje, ale ona balansowała na krawędzi i nigdy jej nie przekroczyła. Z czasem stała się leciutko cytrusowa i ostra przyprawami - kardamonem, pylisto-drzewnym cynamonem, palącym imbirem. Przypomina mi jakiś smakowity wschodni deser, po arabsku bogaty, chwilami aż do przesady. Znacie Amouage &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Gold&lt;/span&gt;? Jeśli tak, to macie wyobrażenie tego, co mam na myśli, choć &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Gold&lt;/span&gt; jest przeładowany kwiatami, a &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Aziyadé&lt;/span&gt; słodkościami i innymi pysznościami. Po pewnym czasie zapach staje się mniej jadalny; mamy nieco oleisty, przyjemny aromat żywicy, urzeka mnie też coraz mocniej wyczuwalna suszona śliwka, której zapach uwielbiam, połączona z daktylami i cytrusami. Mamy też odrobinę brunatnej paczuli, w bazie jest lekka wanilia i cielesne aspekty piżma i kminu; ten ostatni niektórzy odbierają mocno fizjologicznie, jako intensywną nutę potu, ale ja na szczęście do nich nie należę.&lt;br /&gt;Wszystko w tym zapachu jest apetyczne, wymieszane i gładko utarte, baza jest miękka i przyjemna. Zupełnie zbędne wydaje mi się przy tym doczepianie do zapachu haremowych nawiązań, nie do końca też przemawia do mnie odwoływanie się do afrodyzjaków. Mogę zaryzykować twierdzenie, że &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Aziyadé&lt;/span&gt; jest właściwie tym, czym spodziewałam się, że będzie &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;a href="http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2008/09/serge-lutens-arabie-smazony-ryz.html"&gt;Arabie&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;, czyli apetycznym aromatem z orientalnej kuchni. &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Aziyadé&lt;/span&gt; rozwija się ciekawiej i lepiej niż &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;a href="http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2008/12/parfum-dempire-yuzu-fou.html"&gt;Yuzu Fou&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;, ale tu też historia – przynajmniej na mojej skórze - kończy się nieco za szybko i za prosto.&lt;br /&gt;Choć ma w sobie jakiś niezaprzeczalny urok, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Aziyadé&lt;/span&gt; to jednak nie mój zapach; ale pewnie spodoba się miłośniczkom orientalnych &lt;span style="font-style:italic;"&gt;gourmands&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SW4w3_weULI/AAAAAAAAAGk/5xHJ4BX8Wx4/s1600-h/Odalisque.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 208px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SW4w3_weULI/AAAAAAAAAGk/5xHJ4BX8Wx4/s400/Odalisque.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291220350772596914" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W kwestii technicznej: jako że doszły mnie słuchy, że niektórzy z was wpędzają w stres obsługę perfumerii, pytając o niedostępne w szerszej dystrybucji zapachy, dla wygody czytelników i mając na uwadze stan nerwów konsultantek, od dziś przy każdej notce będę dodawać informacje na temat dostępności danego zapachu na terenie Polski, choć nie obiecuję, że zdołam je na bieżąco aktualizować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dostępność w Polsce: perfumerie &lt;a href="http://www.perfumeriaquality.pl"&gt;Quality&lt;/a&gt; w Warszawie i we Wrocławiu oraz wybrane perfumerie spod znaku Quality’s Choice.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty: granat, daktyle, migdały, pomarańcze, suszone śliwki, kardamon, cynamon, imbir, kmin, chleb świętojański, frankincense, wanilia, paczula, piżmo, czystek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Obraz: Jules Joseph Lefebvre, Odaliska&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4195584182338266531-7723652881490320150?l=nawlasnejskorze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/feeds/7723652881490320150/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4195584182338266531&amp;postID=7723652881490320150' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/7723652881490320150'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/7723652881490320150'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2009/01/parfum-dempire-aziyad-zbdne-dorabianie.html' title='Parfum d’Empire, Aziyadé – (zbędne) dorabianie ideologii'/><author><name>Norna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02537235786400196382</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SW4wn2cWYLI/AAAAAAAAAGc/oetwnKyDj8k/s72-c/Parfum-d__Empire-Aziyade-100ml-365zl_www.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4195584182338266531.post-5392243969923439762</id><published>2008-12-09T22:34:00.002+01:00</published><updated>2008-12-09T22:47:04.482+01:00</updated><title type='text'>And now something completely different...</title><content type='html'>Generalnie nie lubię łańcuszków, ale ten jest inny, bo książkowy, więc uznałam, że warto go pociągnąć dalej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli się nad tym dobrze zastanowić, czytam prawie bez przerwy. Czytam w pracy w ramach obowiązków, czytam dodatkowo w ramach dorywczego zajęcia i czytam dla przyjemności. Nie da się określić konkretnej pory, ale chyba najbardziej lubię usiąść sobie spokojnie wieczorem z książką i kubkiem herbaty. &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;Gdzie czytasz?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszędzie, gdzie tylko mogę utrzymać w miarę stabilną pozycję i wyciągnąć książkę. Przy stole podczas posiłków, w łóżku wieczorem, na przystankach, w środkach komunikacji miejskiej, nawet na rowerze stacjonarnym, na którym ostatnimi czasy regularnie zażywam „aktywności fizycznej”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Jeśli czytasz na leżąco (w łóżku) to czytasz najchętniej na plecach czy na brzuchu?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na boku. Na plecach i brzuchu próbowałam, ale jest mi niewygodnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje upodobania są bardzo szerokie, od fantastyki przez poezję aż po publikacje naukowe. Jeśli nie mam niczego pod ręką, potrafię się posunąć do czytania etykietek na produktach czy ogłoszeń na słupie. Litery do mnie przemawiają – chcą być czytane:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Książka, która zmieniła najwięcej?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Było kilka takich, które zmieniły sporo. Dzięki &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Krasnoludkom i Sierotce Marysi &lt;/span&gt;odkryłam, że książka może być nudna.  &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kalewala&lt;/span&gt; zapoczątkowała moją wielką, płomienną i zwykle nierozumianą miłość do eposów. Od &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Bramy Kota&lt;/span&gt; A. Horton  zaczęło się zainteresowanie fantastyką (a sięgnęłam po nią, bo spodobał mi się tytuł – miał w sobie kota). No i &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Makbet&lt;/span&gt;… z wielu względów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Co czytałaś ostatnio?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Przeklęty Fracht &lt;/span&gt;D. Abnetta (służbowo), &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Gobelin z Wampirem&lt;/span&gt; Suzy McKee Charnas i jakieś teorie badań literackich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Co czytasz aktualnie?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Hereticusa&lt;/span&gt; D. Anetta (służbowo), podręcznik do &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dark Heresy&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Niesamowitą Słowiańszczyznę &lt;/span&gt;M. Janion – po raz kolejny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Używasz zakładek czy zaginasz rogi? Jeśli używasz, to jakie one są?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zaginam rogów, to zbrodnia na książce, za którą powinni obcinać ręce;) Używam oddartych kawałków kartek, blotterów z perfumerii albo wklejanych karteczek-zakładek. Jeśli niczego takiego nie mam, po prostu niczym nie zaznaczam.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;Co sądzisz o książkach do słuchania?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świetny wynalazek, choć ja akurat nie korzystam. Wolę mieć przed sobą tekst.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Co sądzisz o e-bookach?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasem są funkcjonalne, np. jeśli chce się coś szybko wyszukać. Ale wolę papier.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łańcuszek dotarł do mnie od &lt;a href="http://synestezja.net/"&gt;Toccaty&lt;/a&gt;, a ja wyrzucam go poza perfumowe kółeczko, do &lt;a href="http://vereenka.blogspot.com/"&gt;V&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://ingen.blox.pl"&gt;Ingen&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4195584182338266531-5392243969923439762?l=nawlasnejskorze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/feeds/5392243969923439762/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4195584182338266531&amp;postID=5392243969923439762' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/5392243969923439762'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/5392243969923439762'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2008/12/and-now-something-completely-different.html' title='And now something completely different...'/><author><name>Norna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02537235786400196382</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4195584182338266531.post-7582748656200315768</id><published>2008-12-03T22:08:00.006+01:00</published><updated>2009-01-29T10:36:07.676+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Parfum d’Empire'/><title type='text'>Parfum d’Empire, Yuzu Fou</title><content type='html'>Motywem przewodnim kompozycji Parfum d’Empire były dotychczas historyczne imperia i ich władcy, mieliśmy więc zapachy inspirowane carską Rosją, Indiami pod panowaniem królowej Wiktorii, Imperium Otomańskim i tak dalej. Twórcy uznali chyba jednak, że ta formuła już się wyczerpała (choć moim zdaniem zostało jeszcze spore pole do popisu) i dwie tegoroczne premiery może nie tyle z nią zrywają, co jednak dość wyraźnie odchodzą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/STb2cBvJp-I/AAAAAAAAAGM/9Z8dElFjXjU/s1600-h/Yuzufruit.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 213px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/STb2cBvJp-I/AAAAAAAAAGM/9Z8dElFjXjU/s320/Yuzufruit.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5275674974874085346" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Yuzu Fou&lt;/span&gt; jest inspirowane Japonią, ale nie Japonią szogunów, jak można by się spodziewać, lecz tą współczesną, pełną kontrastów między tradycją a nowoczesnością. Koncepcja całkiem ciekawa, a sam zapach?&lt;br /&gt;Początek jest przepiękny, orzeźwiający i soczyście cytrusowy. To cytrusy zdecydowanie zielone, musujące, gorzkie i mocno aromatyczne. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Yuzu Fou&lt;/span&gt; przez pierwsze pół godziny jest jak zimny, orzeźwiający drink z limonką i listkiem mięty albo świeżo wyciskane, tryskające sokiem cytrusy z dodatkiem odrobiny ziół. Ja najbardziej lubię w zapachach właśnie cytrusy gorzkie, kwaśne i aromatyczne – grejpfruty, gorzkie pomarańcze, limonki, cytryny – nie bez przyczyny moim ulubionym cytrusowym zapachem i jednym z ulubionych w ogóle jest &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Pamplelune&lt;/span&gt;. Taki też jest na początku &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Yuzu Fou&lt;/span&gt;, i tak jak &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Pamplelune&lt;/span&gt; wydaje mi się doskonały na lato. Niestety po pół godziny, gdy zaczynają dominować inne nuty, bardzo złagodniał i tak mocno wtopił się w moją skórę, że ledwie go czułam. Stał się bardzo delikatny – dla mnie, wielbicielki raczej zdecydowanych woni, wręcz zbyt delikatny. Leciutki bambus, delikatny drzewny akord cedru i miękkie, niemal kremowe białe piżmo trzymają się bardzo blisko skóry, są półprzejrzyste, pastelowe. Jeśli ktoś lubi bardzo łagodne zapachy, pewnie będzie zadowolony. Ja niestety mam wrażenie, jakby kompozycja była niedokończona, urwana w połowie. To ją mimo pięknego początku w moich oczach dyskwalifikuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty: kumkwat, pomarańcza, gorzka pomarańcza, yuzu, mięta, werbena, bambus, cedr, neroli, białe piżmo &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Zdjęcie owocu yuzu pochodzi z Wikipedii.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4195584182338266531-7582748656200315768?l=nawlasnejskorze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/feeds/7582748656200315768/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4195584182338266531&amp;postID=7582748656200315768' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/7582748656200315768'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/7582748656200315768'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2008/12/parfum-dempire-yuzu-fou.html' title='Parfum d’Empire, Yuzu Fou'/><author><name>Norna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02537235786400196382</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/STb2cBvJp-I/AAAAAAAAAGM/9Z8dElFjXjU/s72-c/Yuzufruit.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4195584182338266531.post-5125259742671178817</id><published>2008-11-30T22:57:00.004+01:00</published><updated>2008-11-30T23:07:21.790+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Annick Goutal'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ambra'/><title type='text'>Annick Goutal, Ambre Fétiche i Musc Nomade</title><content type='html'>Dzisiaj wreszcie zakończymy serię dotyczącą Les Orientalistes Annick Goutal recenzją &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ambre Fétiche&lt;/span&gt; i kilkoma słowami na temat M&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;usc Nomade&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ambre Fétiche &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co ciekawe, większość opublikowanych składów &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ambre Fétiche&lt;/span&gt; w ogóle ambry nie podaje, co nie zmienia faktu, że zapach jest wyraźnie, zdecydowanie ambrowy. Jak już &lt;a href="http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2008/09/etro-ambra.html"&gt;wspominałam&lt;/a&gt;, często mam z tą nutą kłopoty, jednak w tym wydaniu nosi mi się ją niespodziewanie komfortowo.&lt;br /&gt;Początek zapachu jest bardzo gęsty, miodowy, lepki, choć jest to raczej miód z wyraźną, wytrawną goryczką. Po pewnym czasie na pierwszy plan wysuwa się żywica – żywica bardzo aromatyczna, bursztynowa, świeża; taka, która dopiero zaczyna się krystalizować. Zapach jest nieco rumowy i apteczny, balsamiczny, zarazem bardzo bogaty i apetyczny. W &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ambre Fétiche&lt;/span&gt; prawie nie ma słoności często obecnej w ambrowych perfumach, nuta ta pojawia się w późniejszej fazie rozwoju zapachu i raczej jako delikatna sugestia. Bardzo delikatne nuty skóry i irysa migoczą w tle i ładnie wzbogacają kompozycję. Po pewnym czasie zapach staje nieco lżejszy, szybuje i rozprzestrzenia się w powietrzu, ale nadal jest bardzo przymilny, komfortowy i apetyczny, pod koniec wręcz odrobinę rodzynkowo-rumowy, a ten aspekt ambry lubię szczególnie. Świetnie mi się go nosi, choć nie zachwyca na tyle, żebym koniecznie chciała go mieć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty: benzoes, labdanum, geranium, paczula, kadzidło, styraks, absolut irysa, wanilia, skóra&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/STMOA23xu2I/AAAAAAAAAF8/UoLFHIrAsv4/s1600-h/visuel_flacons_goutal.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 308px; height: 322px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/STMOA23xu2I/AAAAAAAAAF8/UoLFHIrAsv4/s400/visuel_flacons_goutal.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5274574996473232226" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Musc Nomade&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię piżmowe perfumy. Są zmysłowe, często odrobinę brudne i dzikie, rozwichrzone, jak mój ukochany gwałtownik &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Musc Ravageur&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Musc Nomade&lt;/span&gt; to niestety piżmo wykastrowane. Mdłe, delikatne, nieco pudrowe, nie odrzuca, ale i nie pociąga. Po prostu nie robi nic, jest do obrzydzenia zachowawcze. I to wszystko, co mam na jego temat do powiedzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty: muskon, białe piżmo z korzenia arcydzięgielu i nasion ambrette, bób tonka, labdanum, drzewo Bombay (odmiana papirusa)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Les Orientalistes&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miałam nadzieję, że serią Les Orientalistes marka Annick Goutal zdoła mnie do siebie przekonać i wzbudzić nieco cieplejsze uczucia. Oceniając składy pod kątem swoich preferencji, sądziłam, że najbardziej spodoba mi się &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Encens Flamboyant&lt;/span&gt;, następnie &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Myrrhe Ardente&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Musc Nomade&lt;/span&gt;, a najmniej &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ambre Fétiche&lt;/span&gt;. Tymczasem stało się zupełnie inaczej – stanowczo najbardziej odpowiada mi Ambra, Piżmo mnie nudzi, Kadzidło nieco męczy, a Mirra drażni, co tylko po raz kolejny potwierdza starą prawdę, że nie należy za bardzo sugerować się składem. Jednak trochę mi szkoda tego niespełnionego marzenia o Orientalistach.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4195584182338266531-5125259742671178817?l=nawlasnejskorze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/feeds/5125259742671178817/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4195584182338266531&amp;postID=5125259742671178817' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/5125259742671178817'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/5125259742671178817'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2008/11/annick-goutal-ambre-ftiche-i-musc.html' title='Annick Goutal, Ambre Fétiche i Musc Nomade'/><author><name>Norna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02537235786400196382</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/STMOA23xu2I/AAAAAAAAAF8/UoLFHIrAsv4/s72-c/visuel_flacons_goutal.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4195584182338266531.post-836519131620646876</id><published>2008-11-07T20:14:00.004+01:00</published><updated>2008-11-07T20:21:05.103+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Annick Goutal'/><title type='text'>Annick Goutal, Myrrhe Ardente</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SRSU7max7TI/AAAAAAAAAF0/K93gbxv7qq8/s1600-h/263.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 226px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SRSU7max7TI/AAAAAAAAAF0/K93gbxv7qq8/s320/263.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5265997615949016370" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To trzeba przyznać, udało im się mnie zaskoczyć. Tego się po Mirrze nie spodziewałam.&lt;br /&gt;Bardzo lubię mirrę. Zawiera ją kilka moich ulubionych zapachów, przede wszystkim &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;L’eau Trois&lt;/span&gt;, ale też &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Incense&lt;/span&gt; Normy Kamali, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Rock Crystal&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Jubilation XXV&lt;/span&gt;. &lt;br /&gt;Mirra w wydaniu Annick Goutal jest dla mnie przede wszystkim… warzywna. Trudno w to uwierzyć, ale tak właśnie jest. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Myrrhe Ardente&lt;/span&gt; wyraźnie pachnie dość słoną włoszczyzną. Nie wiem, co odpowiada za tę dziwną nutę, może syntetyczna żywica, może bób tonka, a może jakaś specyficzna kombinacja składników, ale w każdym razie ciągnie się ona przez cały zapach. Stopniowo włącza się jakiś słodkawy aspekt czegoś nadpsutego, a z drugiej strony dziwnie sztucznego. Ta kombinacja smaków jakoś nie bardzo mi się podoba, słodko-kwaśne czy słodko-gorzkie połączenia zwykle lubię, ale zapachy słodko-słone rzadko są udane - jednym z niewielu chlubnych wyjątków jest &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;L&lt;/span&gt; Lolity Lempickiej, ale też to dzieło mistrza Roucela. Wracając do &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Myrrhe Ardente&lt;/span&gt;, lepki, miodowy wosk pszczeli trzyma się gdzieś w głębi, w tle zapachu, trzeba przysunąć nos do skóry, żeby go poczuć. Drewnisty gwajak pojawia się dopiero po pewnym czasie, ale jego charakterystyczna woń jakoś średnio gra w tej kompozycji; jakby odsuwał się od reszty składników, wyraźnie odstaje. &lt;br /&gt;Włoszczyzna, drewno, wosk, włoszczyzna, drewno, wosk, wirujące jak na karuzeli – taki właśnie jest przez większość czasu &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Myrrhe Ardente&lt;/span&gt;. A karuzele mają niestety to do siebie, że po pewnym czasie stają się jednostajne i meczące, a jak się na nich za długo siedzi, to i niedobrze się zrobi. W końcu, po kilku godzinach, zapach robi się drzewny i wreszcie naprawdę czuć mirrę. Ta faza jest już nawet znośna, ale bardzo delikatna, zresztą na uratowanie całości jest już i tak o wiele za późno.&lt;br /&gt;Może dość ostro go oceniam, ale takie jak tu traktowanie lubianych przeze mnie składników po prostu mnie irytuje. Mirrę Goutal odarto z charakteru, podano w jakiejś dziwacznej, skarlałej formie. Prawdopodobnie po to, by była bardziej strawna, ale dla mnie to żadne wytłumaczenie.&lt;br /&gt;Paniom Goutal i Doyen należą się niezłe baty za tę interpretację. &lt;br /&gt;Ładnieście nas urządziły, Siostry…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty: mirra (naturalna esencja i syntetyczna żywica), wosk pszczeli, bób tonka, benzoes, gwajak, wetiwer&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4195584182338266531-836519131620646876?l=nawlasnejskorze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/feeds/836519131620646876/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4195584182338266531&amp;postID=836519131620646876' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/836519131620646876'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/836519131620646876'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2008/11/annick-goutal-myrrhe-ardente.html' title='Annick Goutal, Myrrhe Ardente'/><author><name>Norna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02537235786400196382</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SRSU7max7TI/AAAAAAAAAF0/K93gbxv7qq8/s72-c/263.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4195584182338266531.post-3216147338081584622</id><published>2008-11-05T18:45:00.005+01:00</published><updated>2008-11-05T19:00:34.828+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Annick Goutal'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kadzidło'/><title type='text'>Annick Goutal, Encens Flamboyant</title><content type='html'>&lt;em&gt;Kadzidło, Mirra i… Ambra&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marka Annick Goutal, choć jej oferta jest bardzo rozbudowana i dopracowana, nie zdołała jak dotychczas wzbudzić we mnie większego entuzjazmu. Z nielicznymi wyjątkami, obejmującymi między innymi dobry męski zapach &lt;strong&gt;Sables&lt;/strong&gt;, propozycje Annick Goutal są raczej przeciętne i bardzo bezpieczne, zachowawcze wręcz. Większość tych kompozycji mogłaby spokojnie stanąć na półkach sieciowych perfumerii i nie wyróżniałyby się bardzo na tle innych górnopółkowych zapachów. Być może tylko seria &lt;strong&gt;Les Orientalistes&lt;/strong&gt;, której poświecony będzie ten i kilka następnych wpisów, miałaby szanse wzbudzić jakieś kontrowersje, choć z drugiej strony mam wrażenie, że już jakiś czas temu zatraciłam proporcje i wyczucie tego, co dla statystycznego nosa może być kontrowersyjne, więc trudno mi to ocenić.&lt;br /&gt;Gdy w zeszłym roku rozeszła się wieść, że Annick Goutal ma zamiar wypuścić na rynek trio orientalnych zapachów, pomyślałam – świetnie, wreszcie coś dla mnie. Seria na początku obejmowała trzy kompozycje – &lt;strong&gt;Encens Flamboyant&lt;/strong&gt;, &lt;strong&gt;Myrrhe Ardente&lt;/strong&gt; i &lt;strong&gt;Ambre Fétiche&lt;/strong&gt;, a po pewnym czasie dołączyła do nich czwarta, &lt;strong&gt;Musc Nomade&lt;/strong&gt;. Przy ich tworzeniu Isabelle Doyen i Camille Goutal inspirowały się podobno rytuałami piękności stosowanymi w haremach. Cóż… Może powiem tylko, że niektóre inspiracje perfumiarzy nieodmiennie mnie zadziwiają. Gdy ujawniono nuty, pomyślałam – oj, jest trochę gorzej. Zestawienia wyglądały dość asekuracyjnie i zwierały rzeczy, które niekoniecznie chciałam tam oglądać. Jednak nie skreślam niczego przed powąchaniem, więc nie traciłam optymizmu. Teraz znam już całą czwórkę. Co z tego zostało? Dziś pierwszy Orientalista, czyli…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SRHe-oroQ5I/AAAAAAAAAFk/wOz8ixAVVe4/s1600-h/58.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 255px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SRHe-oroQ5I/AAAAAAAAAFk/wOz8ixAVVe4/s400/58.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5265234607026488210" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Encens Flamboyant&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najciekawszy w tym zapachu jest początek, jego pierwsze sekundy, które niestety ulatniają się błyskawicznie. Najpiękniejsze jest dosłownie jedno, pierwsze uderzenie molekuł zapachu – wtedy &lt;strong&gt;Encens Flamboyant &lt;/strong&gt;pachnie niemal jak znany zapewne wszystkim syrop Flegamina. Lubię woń tego syropu, więc takie otwarcie do mnie przemawia.&lt;br /&gt;Kadzidlany Orientalista to zapach, który określiłabym jako „kominkowy”. Jest gorący, pełny ognia; to otwarty, wesoły i trzaskający ogień na kominku, ciepły i bezpieczny, żadne infernalne, ciemne czy oleiste płomienie. Dym jest lekki, niezbyt gęsty, słodkawy; to dym z ognia palonego jeszcze niezbyt wysuszonym, pełnym żywicy drewnem. Mamy też aromatyczne, zielone zioła, a później gorzkie i apteczne nuty, zaostrzone dodatkowo przyprawami. Bardzo wyraźna jest gałka muszkatołowa, można niemal wyczuć, jak pali język; w tle majaczy delikatnie słodkawa woń, trochę jak przypalone, skarmelizowane, złotobrazowe kryształki – zapewne żywica frankincense. Róży nie czuję prawie wcale.&lt;br /&gt;Na początku &lt;strong&gt;Encens Flamboyant &lt;/strong&gt;jest więc całkiem niezły. Niestety ma w sobie coś, co sprawia, że czuję się w nim niekomfortowo: to ciągnąca się straszliwie, apteczna faza, ta rozdziwaczała, narzucająca się, aseptyczna jodła, połączona dodatkowo z szałwią. Ta nuta wyjątkowo mnie drażni, a zaczyna się przebijać już po 15 minutach od aplikacji, zaś po około godzinie całkowicie dominuje. I tak pozostaje aż do końca. Przez pierwszą godzinę kompozycja nawet mi się podoba, jest taka ciepła i swojsko domowa; później niestety trudno jest mi ją w ogóle znieść.&lt;br /&gt;Trwałość EDP bardzo przeciętna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty: kadzidło frankincense (esencja i żywica), czarny i różowy pieprz, róża, kardamon, szałwia, gałka muszkatołowa, kadzidło „starokościelne” («vieille église»), balsam jodłowy, mastyks&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4195584182338266531-3216147338081584622?l=nawlasnejskorze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/feeds/3216147338081584622/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4195584182338266531&amp;postID=3216147338081584622' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/3216147338081584622'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/3216147338081584622'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2008/11/annick-goutal-encens-flamboyant.html' title='Annick Goutal, Encens Flamboyant'/><author><name>Norna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02537235786400196382</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SRHe-oroQ5I/AAAAAAAAAFk/wOz8ixAVVe4/s72-c/58.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4195584182338266531.post-7264863793861571895</id><published>2008-11-02T21:12:00.018+01:00</published><updated>2009-01-30T20:00:22.963+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='L&apos;Artisan Parfumeur'/><title type='text'>L'Artisan Parfumeur, L’eau du Navigateur</title><content type='html'>&lt;strong&gt;L’eau du Navigateur&lt;/strong&gt; to jedno z moich największych zapachowych odkryć ostatniego miesiąca. Kompozycja nie jest nowa, powstała w 1979 roku jako hołd dla królewskich żeglarzy i bukanierów. To jeden z najstarszych i według mnie również najlepszych zapachów L’Artisan Parfumeur. A zatem podnosimy kotwicę i wypływamy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SQ4McphKrlI/AAAAAAAAAFE/q4soFGIbbAc/s1600-h/23702.1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 297px; height: 197px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SQ4McphKrlI/AAAAAAAAAFE/q4soFGIbbAc/s400/23702.1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5264158700763524690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Dzisiaj, na wielkim morzu obłąkany,&lt;br /&gt;Sto mil od brzegu i sto mil przed brzegiem&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jesteśmy pod pokładem. Ładownie są pełne - beczki rumu, skrzynie przypraw i kawy. Na początku czuć głównie alkohol i kmin. Wilgoć jest wszechobecna. Mokre deski pokładu, nasiąknięte rumem drewno beczek, słodkawa sugestia przypraw; skóra, w której pory trwale wbiła się sól – sól wtarta w drewno, sól wtarta w skórę, sól w powietrzu. Zapach sam w sobie nie jest wyjątkowo słony, po prostu ta lekka nutka soli czai się za wszystkimi innymi składnikami. &lt;strong&gt;L’eau du Navigateur &lt;/strong&gt;jest nieco fizjologiczny, malowany grubymi, zdecydowanymi pociągnięciami pędzla, ciemny, o wyrazistej fakturze.&lt;br /&gt;Wychodzimy na pokład. Pojawia się ciemna, aromatyczna, gorzka nuta kawy, stopniowo coraz mocniejsza – najpierw czuć jej zapach jakby z pewnej odległości, później wyraźnie, jakbyśmy pochylali się nad filiżanką, pojawia się też lekka sugestia aromatycznego dymu i słodkiej żywicy. Zapach robi się mniej duszny, łapie nieco świeżego, morskiego wiatru, jednak wciąż wyczuwalna jest brudnawa, nieco drażniąca nuta słono spoconej skóry. &lt;strong&gt;L’eau du Navigateur &lt;/strong&gt;w najpełniejszej fazie to jednak głównie bogaty, piękny zapach rumu, kawy i wilgotnego, ciemnego drewna z lekką, niepokojącą zadrą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SQ4NdXuxffI/AAAAAAAAAFU/YHwXsXK50b8/s1600-h/23684.1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 297px; height: 197px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SQ4NdXuxffI/AAAAAAAAAFU/YHwXsXK50b8/s400/23684.1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5264159812680252914" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Dwóch brzydkich panów w łódce&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już dawno żaden zapach nie wywołał u mnie takiej galopady obrazów i wrażeń. Jest romantycznym poetą-wygnańcem, stojącym na dziobie żaglowca. Jest nieco niedomytym, dzikim piratem ze szklanką rumu. Ale jest także – i to jedno z najsilniej związanych z nim skojarzeń – niezłomnym komandorem Jackiem Aubreyem z filmu &lt;em&gt;Pan i Władca: Na krańcu świata&lt;/em&gt;, świetnie zagranym przez Russella Crowe.&lt;br /&gt;Jednak obraz, który w mojej wyobraźni paradoksalnie najmocniej się z nim wiąże, to pewnych dwóch wyjątkowo brzydkich facetów w łódce kołyszącej się na sztucznych falach pod sztucznym księżycem w pełni, popijających alkohol i śpiewających „&lt;em&gt;this is a weeping song, a song in which to weep&lt;/em&gt;”. Tak, tak, właśnie to.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SQ4OUEn0rPI/AAAAAAAAAFc/X-prjMaKagk/s1600-h/weeping_song.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 283px; height: 283px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SQ4OUEn0rPI/AAAAAAAAAFc/X-prjMaKagk/s400/weeping_song.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5264160752443632882" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;L’eau du Navigateur&lt;/strong&gt; jest dziełem Jean Claude’a Elleny, co może być informacją dość zaskakującą – przynajmniej dla mnie było. Bardzo cenię tego twórcę, ale kojarzę go raczej z minimalistycznymi, wręcz transparentnymi kompozycjami o bardzo przemyślanej, uporządkowanej, eleganckiej konstrukcji. Tymczasem &lt;strong&gt;Navigateur &lt;/strong&gt;jest tak ułożony i elegancki jak bukanier w tawernie na Tortudze. To trochę tak, jakby akwarelista nagle namalował &lt;a href="http://img372.imageshack.us/my.php?image=timegoyapaintingui9.jpg"&gt;Saturna pożerającego swoje dzieci&lt;/a&gt;. Cieszy mnie jednak, że mogłam poznać tę inną twarz Elleny, kompozycję stworzoną z rozmachem, z fantazją i pasją, nieco szaleńczą i nieuładzoną – to właśnie jest w niej pociągające.`&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem szczurem lądowym. Woda głębsza niż do pasa nieco mnie przeraża, a moje najgorsze koszmary są związane z ciemną wodą i oślizłymi, szarymi potworami, które w niej pływają. Ale to, co przeraża, często również fascynuje; dlatego być może tak lubię filmy i książki o piratach, żeglarzach i morzu i dlatego tak przypadł mi do gustu &lt;strong&gt;L’eau du Navigateur&lt;/strong&gt;. Wszak na inną – bardziej realną – morską przygodę raczej się nie zdecyduję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SQ4MGihPm5I/AAAAAAAAAE8/Ul1E0mBxpyw/s1600-h/23701.1.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5264158320927677330" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 297px; CURSOR: hand; HEIGHT: 197px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SQ4MGihPm5I/AAAAAAAAAE8/Ul1E0mBxpyw/s400/23701.1.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty: kawa, cedr, mirra, skóra, przyprawy, drewno, rum, żywica, tytoń, kadzidło, nuty kwiatowe&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Kadry pochodzą z filmu &lt;em&gt;Pan i Władca: Na krańcu świata&lt;/em&gt; i z teledysku do utworu "The Weeping Song" Nick Cave and the Bad Seeds.&lt;/em&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(dodane 05.11.08): Annie słusznie uświadomiła mi, że niektóre źródła (Luca Turin w Perfumes: The Guide) przypisują autorstwo L’eau du Navigateur Jeanowi Laporte, jednemu z założycieli marki L’Artisan Parfumeur, który po jakimś czasie odszedł i zaangażował się w projekt Maître Parfumeur et Gantier. To mogłoby wyjaśniać zastanawiające podobieństwo Nawigatora i Eau des Iles tejże marki…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4195584182338266531-7264863793861571895?l=nawlasnejskorze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/feeds/7264863793861571895/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4195584182338266531&amp;postID=7264863793861571895' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/7264863793861571895'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/7264863793861571895'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2008/11/lartisan-parfumeur-leau-du-navigateur.html' title='L&apos;Artisan Parfumeur, L’eau du Navigateur'/><author><name>Norna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02537235786400196382</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SQ4McphKrlI/AAAAAAAAAFE/q4soFGIbbAc/s72-c/23702.1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4195584182338266531.post-1751091530408480948</id><published>2008-09-26T00:22:00.007+02:00</published><updated>2011-02-04T19:11:54.051+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kadzidło'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Serge Lutens'/><title type='text'>Serge Lutens, Rousse i Serge Noire</title><content type='html'>W końcu poczułam tę jesień tak bardzo, że się rozchorowałam i całkiem straciłam węch. Naprawdę nie cierpię takich dni, nie mogę niczego testować, perfumuję się wprawdzie, ale nie mam z tego żadnej przyjemności. Jestem zapachową egoistką; pachnienie tylko dla innych zupełnie mnie nie bawi. Zapewne jest to jedna z przyczyn tego, że wciąż poszukuję nowych wrażeń zapachowych. W każdym razie odzyskałam już węch, więc wybrałam się dziś ponownie na spotkanie z Lutensami i zapoznałam się z dwiema kompozycjami, których nie miałam wcześniej okazji wąchać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Rousse – zielony cynamon&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SNwQ0hznM3I/AAAAAAAAAEc/a4LEq2uBkPw/s1600-h/sl-rousse.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SNwQ0hznM3I/AAAAAAAAAEc/a4LEq2uBkPw/s200/sl-rousse.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5250089760221246322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Rousse&lt;/span&gt; to stosunkowo nowa kompozycja, trafiła na rynek w zeszłym roku. Inspiracją dla jej powstania były wspomnienia Serge’a Lutensa o babci, która piekła i robiła i dżem… Urocze, nieprawdaż? Ten jednak, kto spodziewa się słodkiego, gęstego, jadalnego zapachu, srodze się zawiedzie. Nie znajdzie go w &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Rousse&lt;/span&gt;. Dominującą nutą jest tu z pewnością cynamon, ale nie w kuchennej postaci sproszkowanej przyprawy, którą babunia posypuje szarlotkę. Ten cynamon jest lekki, elegancki, odżegnuje się od kulinarnych konotacji. To raczej sucha, nieco pylista, przykurzona, twarda kora, taka jak na zdjęciu, bardziej gorzka niż słodka, dodatkowo ogrzana towarzystwem innych przypraw. Po pewnym czasie cynamon nabiera przedziwnej zieloności, tak jakby w martwej korze zostało jeszcze trochę życia i pod dotknięciem czarodziejskiej różdżki wypuściła zielone listki. To całkiem ładna interpretacja, ale jakoś nie do końca trafia mi do serca. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Rousse&lt;/span&gt; jest z pewnością komfortowy w noszeniu, trzyma się blisko skóry, tworząc wokół niej półprzejrzystą, lekką aurę. Trwałość niestety raczej słaba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty: mandarynka, cynamon, gałka muszkatołowa, przyprawy, nuty kwiatowe i aromatyczne, owoce, drewno cynamonowe, fiołek, cedr, sandałowiec, mahoń, ambra, piżmo, wanilia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Serge Noire – kadzidlana pensjonarka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SNwRQWfQxZI/AAAAAAAAAEk/JD5A8uaVs-c/s1600-h/Serge_Lutens_-_Serge_Noire_poster2.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SNwRQWfQxZI/AAAAAAAAAEk/JD5A8uaVs-c/s200/Serge_Lutens_-_Serge_Noire_poster2.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5250090238219437458" /&gt;&lt;/a&gt;To z kolei najnowsza, tegoroczna propozycja Serge’a Lutensa, na którą czekałam z niecierpliwością, ponieważ ma w składzie kadzidło. Początek jest potworny – słodka, lepka, do bólu syntetyczna woń różowej gumy balonowej. Fe! Tego się tu stanowczo nie spodziewałam, później na szczęście jest lepiej, zapach przeobraża się kilkakrotnie. W drugiej fazie kompozycja się przewietrza, syntetyczna słodycz powoli zanika, pojawia się ciemne, jeszcze nieco wilgotne, zaczynające się palić drewno. Jest trochę czarnego, kadzidlanego dymu, ale całość jest dość lekka, przewiana delikatnym wiatrem i mam dziwne wrażenie, że gdzieś już coś podobnego wąchałam. Następnie dominować zaczynają eteryczne, nieco kamforowe nuty i wytrawna woń suchych ziół, nadal z drewnem w tle. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Serge Noire&lt;/span&gt; ma być w założeniu zapachem-feniksem, ale ja nie czuję w nim ognistej potęgi, jest zbyt grzeczny i nieśmiały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;"A phoenix, the mythical bird of legend burns at the height of its splendour before emerging triumphant, reborn from the ashes in a choreography of flame, conjuring the shapes of yesterday in a dance of ashes. The swirls of oriental grey enrich the twilight with depth and intensity while windswept memories hint at the beauty of transformation. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;An ode to everlasting beauty under cover of night's rich plumage"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak opisuje inspirację Serge Lutens. No cóż, jeśli zinterpretować to tak, że ów feniks powstaje z popiołów gumy balonowej i rozwija drzewno-kadzidlano-ziołowe skrzydła, to może rzeczywiście. Ale prawdziwie piękny popiół, panie Serge, i prawdziwie piękną szarość mieliśmy w &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Gris Clair&lt;/span&gt;, a nie tu. Stanowczo nie tu.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Serge Noire&lt;/span&gt; jest kompozycją zdecydowanie bardziej skomplikowaną i zmienną niż &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Rousse&lt;/span&gt;, ale czy przez to lepszą? Niekoniecznie, on również mnie rozczarował. Jednak dam mu jeszcze kiedyś szansę i kto wie, może feniks jednak obudzi się i powstanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty: kadzidło, cynamon, ambra, czystek, paczula, laur, czarne drewno&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakoś tak się złożyło, że wszystkie trzy zapachy Lutensa opisane dotychczas na tym blogu należą do grupy mniej przeze mnie lubianych lub obojętnych. Można pomyśleć, że nie lubię firmowanych przez pana Serge’a kompozycji, a tymczasem nic bardziej błędnego. Zatem wkrótce dla równowagi będzie coś innego, coś z etykietą „ulubieńcy autorki”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4195584182338266531-1751091530408480948?l=nawlasnejskorze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/feeds/1751091530408480948/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4195584182338266531&amp;postID=1751091530408480948' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/1751091530408480948'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/1751091530408480948'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2008/09/serge-lutens-rousse-i-serge-noire.html' title='Serge Lutens, Rousse i Serge Noire'/><author><name>Norna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02537235786400196382</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SNwQ0hznM3I/AAAAAAAAAEc/a4LEq2uBkPw/s72-c/sl-rousse.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4195584182338266531.post-4501435908302402895</id><published>2008-09-17T23:36:00.005+02:00</published><updated>2009-01-15T12:40:58.983+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ambra'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Etro'/><title type='text'>Etro, Ambra</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Od gorąca twych płomieni zapłonęły liście drzew,&lt;br /&gt;Od zieleni do czerwieni krążył lata senny lew.&lt;br /&gt;Mała chmurka nad jej czołem, mała łezka słońca,&lt;br /&gt;Pociemniało, poszarzało,&lt;br /&gt;Jesień, jesień - jak to tak?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poczułam jesień. Tak, właśnie dziś uznałam, że czas na coroczną zmianę zapachowej garderoby z „letniej” na „zimową”. Istnieją takie perfumy, których używam przez okrągły rok, niezależnie od pogody i temperatury, ale są też takie, które rezerwuję prawie wyłącznie na konkretne warunki. A zatem co roku jesienią na tyły szafki wędrują na przykład &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Un Jardin en Mediterranee&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Pamplelune&lt;/span&gt;, a do przodu przesuwają się &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;a href="http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2008/09/molinard-habanita-to-swamp.html"&gt;Habanita&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tea for Two&lt;/span&gt;. Wiosną, gdy tylko poczuję ciepło w powietrzu, oczywiście następuje zmiana.&lt;br /&gt;Moja jesień w tym roku zaczyna się nie mimozami, jak w innej znanej piosence, lecz ambrą, na którą w zimne dni mam wyjątkowy apetyt. W moim stosunku do ambry jest w ogóle coś perwersyjnego. Nie podoba mi się – bo przecież paskudna jest, słodkawo-słona, fizjologiczna, w jakimś sensie brudna – ale są takie dni, że chcę ją nosić nawet wbrew sobie, nie mogę oderwać nosa od nadgarstka. I nie chodzi o to, że nagle zaczyna mi się podobać, po prostu jej potrzebuję. To jak oglądanie horrorów przez palce – nie chcesz nic widzieć, boisz się, ale i tak nie możesz się powstrzymać od zerkania. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SNF8l0PyYjI/AAAAAAAAAEU/C3ele6AKWLA/s1600-h/07319199905.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SNF8l0PyYjI/AAAAAAAAAEU/C3ele6AKWLA/s200/07319199905.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5247112029985202738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ambra&lt;/span&gt; Etro, która mi dziś towarzyszy, to dla mnie ambra niemal archetypiczna, zdecydowana, dominująca. Na początku nieco mnie odrzuca, czuję gorzkawy, niemal mszysty aromat geranium i gęsty, słodki syrop na kaszel. Ambra jest fizjologiczna i cielesna, jak woń rozgrzanej, złotobrązowej, natłuszczonej olejkiem skóry ze słoną nutą potu – ale bynajmniej nie zatęchłego, starego, tylko świeżego, jak po intensywnym wysiłku fizycznym. Niby panuje tu już spokój, ale pod skórą buzuje krew. To ambra ciepła, słodka i słona zarazem, złotobursztynowa, lśniąca, z lekkim drzewnym podtekstem, przystrojona paczulą i labdanum. W bazie piżmo swoją brudną zmysłowością dodatkowo podkreśla jej cielesne aspekty. Chyba nie jestem jeszcze gotowa przyznać, że mi się podoba, ale lubię ją nosić. Zwłaszcza w zimne i niedobre dni, takie jak dziś.&lt;br /&gt;Trwałość bardzo dobra, a jak na eau de cologne wręcz zadziwiająco dobra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty: kolendra, bergamotka, cytryna, geranium, paczula, olejek labdanum, wanilia, piżmo, ambra&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4195584182338266531-4501435908302402895?l=nawlasnejskorze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/feeds/4501435908302402895/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4195584182338266531&amp;postID=4501435908302402895' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/4501435908302402895'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/4501435908302402895'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2008/09/etro-ambra.html' title='Etro, Ambra'/><author><name>Norna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02537235786400196382</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SNF8l0PyYjI/AAAAAAAAAEU/C3ele6AKWLA/s72-c/07319199905.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4195584182338266531.post-864749419969529520</id><published>2008-09-16T00:29:00.004+02:00</published><updated>2008-09-16T00:39:40.173+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Serge Lutens'/><title type='text'>Serge Lutens, Arabie – Smazony ryz, wazniaku.</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Lutens w Polsce&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdyby ktoś pół roku temu powiedział mi, że będę mogła kupić Lutensy w pięciu miejscach w Warszawie, pewnie wybuchnęłabym śmiechem. Ale niemożliwe stało się możliwe i na własne oczy widziałam dziś gablotkę pełną flakonów Lutensa w polskiej perfumerii. Bardzo mnie to cieszy, bo choć już dawno otrząsnęłam się ze ślepego uwielbienia dla duetu Sheldrake-Lutens – sami mi w tym zresztą pomogli – to jednak nie mogę nie cenić tej marki. W końcu pod tym szyldem ukazało się kilka zapachów, które zaliczam do swojej absolutnej czołówki: &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Gris Clair&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Borneo 1834&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Iris Silver Mist&lt;/span&gt;; a także kilka takich, które po prostu bardzo cenię: &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Encens et Lavande&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Douce Amere&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Miel de Bois&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Chergui&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ambre Sultan&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Fumerie Turque&lt;/span&gt;. Właściwie to całkiem niezły wynik, więc i nie dziwota, że gdy tylko mogłam, pognałam co sił do perfumerii. Gablota w Douglasie – bo tam właśnie dziś udało mi się trafić – wygląda pięknie i imponująco, ale niestety była… zamknięta na cztery spusty. Tak więc mój zamiar przetestowania dziś &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Serge Noire&lt;/span&gt;, czyli najnowszego dzieła Sheldrake’a-Lutensa, spełzł na niczym, jako że cierpliwość nie jest największą cnotą niżej podpisanej, i nie za bardzo chciało mi się czekać, aż jakaś konsultantka będzie wolna i raczy ów sezam otworzyć. Zatem Czarna Serża kiedy indziej, a dziś capnęłam to, co stało wystawione na półce z męskimi nowościami - przypomniałam sobie &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Arabie&lt;/span&gt; i o tym właśnie dziś kilka słów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kuciak na otro&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SM7j9rRKXXI/AAAAAAAAAEM/H_pdtuaIEjs/s1600-h/sl-arabie.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SM7j9rRKXXI/AAAAAAAAAEM/H_pdtuaIEjs/s320/sl-arabie.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5246381264659438962" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tych słów nie będzie jednak wiele. Raczej nie skreślam nigdy zapachów „na zawsze”, lubię sobie pewne rzeczy odświeżać co jakiś czas, czasem co kilka lat (ach, moja wieczna, nadal trwająca walka z &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Opium&lt;/span&gt;! Nadal mam nadzieję, ze kiedyś się dogadamy), żeby się przekonać, czy nie odbieram ich inaczej niż kiedyś. Czasem owocuje to błyskotliwymi olśnieniami, a czasem… po prostu niczym. Niestety w przypadku &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Arabie&lt;/span&gt; nic się nie zmieniło, mimo sporego bogactwa składników ja nadal czuję tam głównie, zwłaszcza na początku, typowego kurczaka w sosie curry z chińskiej restauracji. Nawet lubię tę potrawę, ale na wszystkich bogów podziemi, nie mam ochoty tak pachnieć! Nie przeczę, po pewnym czasie zapach się rozwija, ale ten nieszczęsny kurczak wciąż gdzieś tam w tle jest i pozostaje do końca. Nie czuję fig i daktyli, a głównie przyprawy, słodko-ostre i wyraźnie kulinarne, odrobinę ciepłego drewna i może troszeczkę żywicy. Baza miękka, słodka, miodowa – ładna, ale to za mało. Nie ma tu Arabii, takie skojarzenia budzi we mnie raczej&lt;span style="font-weight:bold;"&gt; Chergui&lt;/span&gt;, może ewentualnie &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ambre Sultan&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Arabie&lt;/span&gt; jest zbyt kulinarne, nie potrafię do niego dotrzeć. Może wrócę do niego znów za rok lub dwa, bo ponoć potrafi być zupełnie inny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty: cedr, drzewo sandałowe, kandyzowana skórka mandarynki, suszone figi, daktyle, kminek, gałka muszkatołowa, goździk, cejloński kardamon, liść laurowy, balsamiczne żywice, bób tonka, syjamski benzoes, mirra, labdanum&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4195584182338266531-864749419969529520?l=nawlasnejskorze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/feeds/864749419969529520/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4195584182338266531&amp;postID=864749419969529520' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/864749419969529520'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/864749419969529520'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2008/09/serge-lutens-arabie-smazony-ryz.html' title='Serge Lutens, Arabie – Smazony ryz, wazniaku.'/><author><name>Norna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02537235786400196382</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SM7j9rRKXXI/AAAAAAAAAEM/H_pdtuaIEjs/s72-c/sl-arabie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4195584182338266531.post-3524930326794397443</id><published>2008-09-13T21:01:00.007+02:00</published><updated>2008-09-13T21:13:21.830+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='paczula'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Profvmvm'/><title type='text'>Profvmvm, Thvndra</title><content type='html'>Profvmvm to nieco dziwna marka, z pewnością niszowa i ceniąca się wysoko, ale ofertę ma właściwie dość nierówną. Bo cóż mogę pomyśleć o tym, że na jednej półce stoi &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Acqva e Zucchero&lt;/span&gt;, które pachnie jak brat bliźniak &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pink Sugar&lt;/span&gt; Aquoliny, tyle że jakieś sześć razy droższy, i rzeczy tak intrygujące jak właśnie &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Thvndra&lt;/span&gt;. Nie mam oczywiście nic przeciwko &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pink Sugar&lt;/span&gt;, są jak najbardziej na miejscu, jeśli ktoś ma ochotę na zapach cukru pudru i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;marshmallows&lt;/span&gt;. Ja akurat niekoniecznie mam i nie tego się spodziewam, sięgając po perfumy niszowej marki. Ale mniejsza o to, bo &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Thvndra&lt;/span&gt; jest wspaniała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SMwQSNAjwKI/AAAAAAAAAEE/6Z-X6XTstn0/s1600-h/Forest+path.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SMwQSNAjwKI/AAAAAAAAAEE/6Z-X6XTstn0/s320/Forest+path.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5245585570895478946" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Thvndra&lt;/span&gt; to perfumy głęboko &lt;span style="font-style: italic;"&gt;niepefumeryjne&lt;/span&gt;, śmiało zrywające z tym, czym perfumy zwykły być. Są bezkompromisowe i trudne. Na pewno nie są natomiast &lt;span style="font-style: italic;"&gt;ładne&lt;/span&gt;, a już z pewnością nie w konwencjonalnym tego słowa znaczeniu.&lt;br /&gt;Po aplikacji w nozdrza uderza ziemisty zapach wilgotnego rozkładu i roślinnej śmierci. To butwiejące liście, ulegające powolnemu rozkładowi drewno, nasączona wodą ściółka i blada, nitkowata grzybnia. To chłodny las po deszczu jesienią, ale dla mojego nosa z pewnością nie iglasty; nie czuję tam żywicy i zielonych igieł, za to mnóstwo liści. Taki zapach można poczuć, rozgarniając dłońmi bogatą, żywą ściółkę w poszukiwaniu grzybów.&lt;br /&gt;Gdy minie pół godziny, po przodu wysuwa się mszysta, miękka, słodkawa paczula, której towarzyszą zielone, delikatne listki mięty. Ta paczula jest brązowa i puszysta, nie tak bardzo piwniczna, jak czasem potrafi być. Po mniej więcej godzinie stęchlizna trochę się przewietrza; ożywcza, zielona mięta brzmi coraz mocniej, choć wcześniej tylko nieśmiało snuła się gdzieś w głębi. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Thvndra&lt;/span&gt; nie jest zapachem z gatunku migotliwych i bardzo zmiennych, niewiele więcej się już w niej dzieje, trwa w swojej dekadencko-paczulowo-miętowej postaci, a gaśnie nieco bardziej drzewnie i piżmowo.&lt;br /&gt;Dużą przesadą byłoby twierdzić, że jestem synestetką. Nie jestem. Ale w przypadku zapachów często mam bardzo konkretne skojarzenia związane z kolorami, na przykład paczula zwykle kojarzy mi się z brązem. Całą &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Thvndrę&lt;/span&gt; zaś silnie odbieram jako zieloną i brązową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To intrygujący zapach, z pewnością warto go poznać, choć może być trudny w odbiorze, szczególnie dla osób, które nie miały okazji poznać zbyt wielu perfumiarskich „dziwadełek”. Czy da się go w ogóle nosić? Na pewno tak, choć podejrzewam, że można tym wywołać pewną konsternację. W końcu niewiele osób spodziewa się, że bliźni może pachnieć wilgotną ściółką. Mi to jednak nigdy nie przeszkadzało i chyba postaram się o nieco większą ilość &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Thvndry&lt;/span&gt;. Zresztą w mojej szafce będzie miała odpowiednio obłąkane towarzystwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na koniec uwaga natury technicznej: wiem, że pisownia przez v zamiast u wygląda nieco pretensjonalnie, ale producent taką właśnie stosuje, a mi się to bardzo podoba, więc tak właśnie piszę w przypadku wszystkich zapachów Profvmvm. Wkrótce &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ichnvsa&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty: liście, mięta, paczula, białe piżmo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zdjęcie lasu pochodzi ze strony &lt;a href="http://www.acemile.ca/"&gt;http://www.acemile.ca&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4195584182338266531-3524930326794397443?l=nawlasnejskorze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/feeds/3524930326794397443/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4195584182338266531&amp;postID=3524930326794397443' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/3524930326794397443'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/3524930326794397443'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2008/09/profvmvm-thvndra.html' title='Profvmvm, Thvndra'/><author><name>Norna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02537235786400196382</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SMwQSNAjwKI/AAAAAAAAAEE/6Z-X6XTstn0/s72-c/Forest+path.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4195584182338266531.post-3590618910837520837</id><published>2008-09-11T21:34:00.003+02:00</published><updated>2008-09-11T21:40:01.801+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ogólne'/><title type='text'>Perfumy są ideą…</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SMlz_kQ-MWI/AAAAAAAAADk/Ay8yOS29s_w/s1600-h/DSC00006aa.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SMlz_kQ-MWI/AAAAAAAAADk/Ay8yOS29s_w/s200/DSC00006aa.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5244850776953467234" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;… tak głosi napis na blotterach &lt;a href="http://galilu.a.net.pl"&gt;perfumerii Galilu&lt;/a&gt;, których garść leży przede mną na klawiaturze. Przedwczoraj po raz pierwszy odwiedziłam nową lokalizację Galilu przy ul. Mokotowskiej (czy też właściwie Koszykowej – ale o tym za chwilę), czyli tak zwane Olfactory – ładna nazwa, nieprawdaż? To miejsce warto reklamować, dlatego dziś kilka słów o tej nowej lokalizacji i o tym, co tam nowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Olfactory oficjalnie ma adres Mokotowska 26, ale nie dajcie się zwieść, wejście jest od ulicy Koszykowej. Najłatwiej chyba dojechać do placu Konstytucji, skręcić we wschodnią część Koszykowej i przejść kawałek prosto, a następnie minąć skrzyżowanie z Mokotowską. Zaraz za skrzyżowaniem, po prawej stronie, zobaczymy żółty szyld Galilu. I jesteśmy w domu.&lt;br /&gt;Wnętrze minimalistyczne, estetyczne, nowoczesne. Na prostych, szklanych półkach piękne bryły flakonów. Kanapa, stolik, krzesła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Olfactory, w odróżnieniu od „starej” lokalizacji przy Krakowskim Przedmieściu (którą też warto odwiedzić, zostały tam chociażby wszystkie zapachy Diptyque), są wyłącznie perfumy. Asortyment doskonały i wciąż się poszerza – Parfumerie Generale, Santa Maria Novella, Eau d’Italie… Spędziłam dłuższą chwilę na rozmowie z przemiłą (i kompetentną) panią z obsługi, która zaprezentowała mi całą linię Divine, najnowszej marki dostępnej w Galilu. Niestety nie podpisałam blotterów – mój błąd – a kilka zapachów stanowczo kwalifikuje się do bardziej szczegółowych testów, z pewnością L’Homme Sage i L’Homme de Coeur. Flakoniki testerów Divine są dość paskudne, ale jak się dowiedziałam, w przypadku produktu wygląda to zupełnie inaczej. Z pewnością warto poznać Divine.&lt;br /&gt;Wkrótce pojawi się tam też Serge Lutens, a podobno za jakiś czas także Editions de Parfums Frederic Malle. Tak więc spełni się jednak moje małe marzenie o zdjęciu setki Musc Ravageur z półki polskiej perfumerii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Perfumy są ideą, nie produktem. Wcale niegłupie hasło. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Przepraszam za jakość zdjęcia, robione komórką. Może później zdołam poprawić.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4195584182338266531-3590618910837520837?l=nawlasnejskorze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/feeds/3590618910837520837/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4195584182338266531&amp;postID=3590618910837520837' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/3590618910837520837'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/3590618910837520837'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2008/09/perfumy-s-ide.html' title='Perfumy są ideą…'/><author><name>Norna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02537235786400196382</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SMlz_kQ-MWI/AAAAAAAAADk/Ay8yOS29s_w/s72-c/DSC00006aa.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4195584182338266531.post-7447580065483047190</id><published>2008-09-09T22:52:00.009+02:00</published><updated>2008-09-09T23:05:36.394+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Parfumerie Generale'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='figa'/><title type='text'>Parfumerie Generale, Jardins de Kerylos</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SMbi8kRXkNI/AAAAAAAAADE/g5ALfEVm01c/s1600-h/parfumerie_generale-jardins+de+kerylos.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SMbi8kRXkNI/AAAAAAAAADE/g5ALfEVm01c/s200/parfumerie_generale-jardins+de+kerylos.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5244128346276073682" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj, dla odmiany po ostatnich bagiennych i uduchowionych wyziewach, wybrałam się do zielonego ogrodu. I to nie byle jakiego – do śródziemnomorskiego, figowego ogrodu Kerylos. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapach zainspirowany został ogrodami wokół &lt;a href="http://www.villa-kerylos.com"&gt;Villa Grecque Kerylos&lt;/a&gt;. Villa to niezwykłe miejsce, położone na Lazurowym Wybrzeżu, pomiędzy Niceą a Monako. Powstała na początku XX wieku z inicjatywy dwóch miłośników kultury starożytnej Grecji, Theodore’a Reinacha, archeologa i mecenasa sztuki, oraz architekta Emmanuela Pontremoli. Budowla wzorowana jest na greckich domach z 2. wieku przed naszą erą i jest naprawdę piękna. A samo słowo „kerylos”? Oznacza po prostu zimorodka, który w starożytnej Grecji uważany był ponoć za ptaka przynoszącego szczęście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Jardins de Kerylos&lt;/span&gt; to przede wszystkim zapach figowy, czysty i bardzo przekonujący. Pierwsze nuty są słodkie i apetyczne, jak owoc, który ściśnięty w dłoni powoli wydziela kroplę lepkiego, gęstego soku. Po rozwinięciu jest lekki, suchy, ciepły i zdecydowanie zielony, z nutą drewna, pełny liści, poruszanych delikatnym, ciepłym wiatrem znad Morza Śródziemnego. I to wszystko. Nie jest bardzo skomplikowany, ale ta prostota to jedna z jego zalet – nie ma tu bałaganu, żadnego nadmiaru, żadnej zbędnej nuty. To po prostu ogród Kerylos.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SMbj4PSbSMI/AAAAAAAAADU/_VFIa5rUHlQ/s1600-h/919_KER1006.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SMbj4PSbSMI/AAAAAAAAADU/_VFIa5rUHlQ/s400/919_KER1006.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5244129371435518146" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Uwielbiam nosić figowe perfumy zwłaszcza latem, w ciepłe dni. Pięknie się wtedy rozwijają i naprawdę świetnie i wdzięcznie się je nosi. A teraz, jak mawiał pewien mój znajomy, „nareszcie idzie jesień i znowu wszystko umrze”. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Jardins de Kerylos&lt;/span&gt; to coś w sam raz dla tych, którzy chcieliby na chwilę zatrzymać odchodzące powoli lato. I na przyszły rok, oczywiście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty: figa, sykomor, piżmo&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Fotografia Villa Grecque Kerylos pochodzi ze strony &lt;a href="http://www.villa-kerylos.com"&gt;http://www.villa-kerylos.com&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4195584182338266531-7447580065483047190?l=nawlasnejskorze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/feeds/7447580065483047190/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4195584182338266531&amp;postID=7447580065483047190' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/7447580065483047190'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/7447580065483047190'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2008/09/parfumerie-generale-jardins-de-kerylos.html' title='Parfumerie Generale, Jardins de Kerylos'/><author><name>Norna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02537235786400196382</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SMbi8kRXkNI/AAAAAAAAADE/g5ALfEVm01c/s72-c/parfumerie_generale-jardins+de+kerylos.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4195584182338266531.post-4703666811722895337</id><published>2008-09-09T00:05:00.001+02:00</published><updated>2009-01-15T12:43:09.263+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Armani'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kadzidło'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ulubieńcy autorki'/><title type='text'>Armani Privé, Bois d’Encens</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Bois d’Encens&lt;/span&gt; to jedno z najwspanialszych kadzideł, jakie znam. A możecie mi wierzyć, że znam ich sporo, bo kadzidlane zapachy należą do moich ulubionych i wciąż poszukuję nowych interpretacji tych nut.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wrażenia związane z tym zapachem jest mi wyjątkowo trudno ująć w słowa. Z jednej strony jest dla mnie idealnym kadzidłem ”kościelnym”, a z drugiej w swej doskonałości oderwanym od jakichkolwiek liturgicznych skojarzeń. Nie potrafię tego dobrze wyjaśnić.&lt;br /&gt;Kadzidło jest tu czyste, suche, niemal krystaliczne, dodatkowo wyostrzone dzięki towarzystwu wetiweru i ostrego pieprzu w nucie głowy. Zapach jest gorzki, wytrawny i przestrzenny, przesycony eterycznymi, zielonkawymi oparami żywicy. Mamy tu dym, jasny i lekki, nieoleisty. Jak wspomniałam, to niemal idealne kościelne kadzidło, a to wrażenie potęguje jeszcze nuta drewna cedrowego – to specyficzny zapach starych, wypolerowanych, kościelnych ław. Tak właśnie pachną zabytkowe, drewniane, rzeźbione konfesjonały w kościele w moim mieście – wiekowe drewno, przesiąknięte dymem kadzidła. Jednocześnie to zapach całkowicie odczłowieczony i duchowy, uwolniony z okowów materii, pozbawiony sugestii cielesnych żądz i ziemskich ambicji, które często wiążę z perfumami skoncentrowanymi na kadzidle, takimi jak na przykład &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Avignon&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Cardinal&lt;/span&gt; czy &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Black Tourmaline&lt;/span&gt;. Pod tym względem &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Bois d’Encens&lt;/span&gt; jest – dalekim wprawdzie, ale jednak – kuzynem &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Rock Crystal&lt;/span&gt; Oliviera Durbano.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Bois d’Encens&lt;/span&gt; – przynajmniej dla mnie – nie niesie ze sobą żadnej historii, nie przywołuje w myślach obrazów, które w przypadku niektórych zapachów, na przykład opisywanej wczoraj &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;a href="http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2008/09/molinard-habanita-to-swamp.html"&gt;Habanity&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;, wręcz mi się narzucają, ale jego urok jest nieodparty. Gdybym miała jednak w jakiś sposób go zobrazować, byłaby to pusta, cicha przestrzeń, w której jesteś sam. Nirwana? Być może.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SMWksPEaGII/AAAAAAAAAC8/8AiUUW2nDto/s1600-h/katedra1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SMWksPEaGII/AAAAAAAAAC8/8AiUUW2nDto/s400/katedra1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5243778421009029250" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A może jeszcze inaczej:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Musisz przejść wielką pustynię&lt;br /&gt;Musisz ją przejść całkiem sam&lt;br /&gt;Nikt jej nie przejdzie za Ciebie...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pustynia jest tym, za co ją uważasz. Tutaj nie ma kłamstwa. Znikają wszelkie złudzenia. Tak się dzieje na pustyniach: zostajesz tylko ty i to, w co wierzyłeś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty: pieprz, wetiwer, dwa rodzaje kadzidła, cedr&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Kadr pochodzi z filmu "Katedra"&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4195584182338266531-4703666811722895337?l=nawlasnejskorze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/feeds/4703666811722895337/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4195584182338266531&amp;postID=4703666811722895337' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/4703666811722895337'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/4703666811722895337'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2008/09/armani-priv-bois-dencens.html' title='Armani Privé, Bois d’Encens'/><author><name>Norna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02537235786400196382</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SMWksPEaGII/AAAAAAAAAC8/8AiUUW2nDto/s72-c/katedra1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4195584182338266531.post-7400448750848506006</id><published>2008-09-07T20:42:00.001+02:00</published><updated>2011-02-04T19:12:24.830+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='klasyki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Molinard'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ulubieńcy autorki'/><title type='text'>Molinard, Habanita - To the swamp...</title><content type='html'>…wywieźmy go na bagna, powiedziała Claudia do Louisa, stojąc nad ciałem Lestata. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SMQtzWengpI/AAAAAAAAACk/ASvrBbhzXEU/s1600-h/entrevistacomovampiro19kv9.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SMQtzWengpI/AAAAAAAAACk/ASvrBbhzXEU/s200/entrevistacomovampiro19kv9.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5243366226396676754" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Habanita&lt;/span&gt; to bagno, przez które płynął Jack Sparrow, by dotrzeć do chaty Tii Dalmy. Bagno, przez które Erzulie Gogol prowadziła ożywionego barona Saturdaya. Bagno, w którego głębię Claudia i Louis zepchnęli opróżnione z krwi ciało Lestata. To zapach mglistych trzęsawisk Missisipi, gdzie w ciemnej wodzie przemykają smukłe, groźne ciała aligatorów. To tajemnicze rytuały voodoo odprawiane pod niebem Luizjany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze nuty są mocne, apteczne, wręcz agresywne. Zapach jest ciemny i gęsty, ale nie lepki; pudrowy, jest w nim wyraźna woń skóry, ciężkiej mgły, przyduszonych, narkotycznych, oszołamiających kwiatów, ziemi i słodkawo butwiejących drzew. Gdzieś w głębi, podskórnie, drga sugestia czegoś niepokojącego, krwistego i cielesnego. W tę mgłę wplatają się smugi ciężkiego dymu z odległych ognisk, w których pali się jeszcze niewysuszonym, kapiącym gęstą, gorącą żywicą drewnem. Wokół majaczą upiorne sylwetki bezlistnych drzew, a zza gęstych oparów nie widać księżyca. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To dziwny, ale w jakiś przewrotny sposób niezwykle kuszący, wręcz magiczny spacer. Z czasem &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Habanita&lt;/span&gt; łagodnieje, akcent przenosi się zdecydowanie na słodki tytoń i ciemną, mięsistą różę. Na szczęście, i za to między innymi tak bardzo ją cenię, nie kończy się na mnie lepką wanilią, jak dzieje się w przypadku większości zapachów z tą nutą w bazie, ale gładkim połączeniem skóry, mchu i słodkawego drewna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Habanita&lt;/span&gt; jest nieucywilizowana. To zapach przywodzący myśl mądrą kobietę, czarownicę, pewną siebie i swojej siły. Pogańską wiedźmę, kapłankę voodoo, łamiącą konwenanse femme fatale. To zapach do szpiku kości kobiecy, ale nie w sposób omdlewający i eteryczny, ale krwisty, silny i niebezpieczny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SMQhcbebLgI/AAAAAAAAABQ/QLM7aYM6bXQ/s1600-h/2bayou.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SMQhcbebLgI/AAAAAAAAABQ/QLM7aYM6bXQ/s320/2bayou.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5243352638461521410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapach powstał w 1921 roku, w założeniu miał służyć do aromatyzowania papierosów – sprzedawano go w formie saszetek wsuwanych do pudełka lub w płynnej postaci. Najwyraźniej bardzo się spodobał, gdyż już trzy lata później, w 1924 roku, Molinard wypuścił na rynek perfumy &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Habanita&lt;/span&gt;. Charakterystyczną, ciężką butelkę z ciemnego szkła, ozdobioną sylwetkami długowłosych nimf, zaprojektował sam René Lalique. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kompozycje tak stare jak &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Habanita&lt;/span&gt; zwykle sprawiają mi kłopot, nie jestem raczej zaciekłą wielbicielką klasyków, choć z drugiej strony te, które przetrwały próbę czasu i pozostały na rynku do dziś, są na tyle oryginalne i interesujące, że potrafię je przynajmniej docenić. Jednak Wiedźmę z Bagien pokochałam, nie jest ona może zapachem współczesnym, ale raczej ponadczasowym, czy może raczej powinnam powiedzieć – bezczasowym, upływ lat po prostu nie ma na nią wpływu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SMQiFl3Z6pI/AAAAAAAAABg/sWSQOY0e42c/s1600-h/2fortune.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SMQiFl3Z6pI/AAAAAAAAABg/sWSQOY0e42c/s320/2fortune.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5243353345625287314" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty: galbanum, lentyszek, petitgrain, tytoń, heliotrop, jaśmin z Grasse, ylang-ylang, gałka muszkatołowa, róża, wetiwer, cedr, piżmo, ambra, drewno sandałowe, wanilia, paczula, mech dębowy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kadry pochodzą z filmów "Wywiad z wampirem" i "Piraci z Karaibów"&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4195584182338266531-7400448750848506006?l=nawlasnejskorze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/feeds/7400448750848506006/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4195584182338266531&amp;postID=7400448750848506006' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/7400448750848506006'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/7400448750848506006'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2008/09/molinard-habanita-to-swamp.html' title='Molinard, Habanita - To the swamp...'/><author><name>Norna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02537235786400196382</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SMQtzWengpI/AAAAAAAAACk/ASvrBbhzXEU/s72-c/entrevistacomovampiro19kv9.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4195584182338266531.post-704686987354498594</id><published>2008-08-31T20:42:00.001+02:00</published><updated>2008-09-16T00:40:14.184+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kadzidło'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Keiko Mecheri'/><title type='text'>Keiko Mecheri, Oliban</title><content type='html'>Poznałam dopiero dwa spośród ponad dwudziestu zapachów Keiko Mecheri. Pierwszy był &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Loukhoum&lt;/span&gt;, gęsty, jadalny i słodki do granic możliwości, ale przedziwnie pociągający nawet dla mnie, krzywiącej się na większość słodkości i wszelkich &lt;span style="font-style:italic;"&gt;gourmands&lt;/span&gt;. Drugi to &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Oliban&lt;/span&gt;, zapach osnuty wokół nuty kadzidła olibanum, znanego także jako frankincense.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SLrspPmFGyI/AAAAAAAAAAo/xz5133okqm8/s1600-h/frankincese-trees.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SLrspPmFGyI/AAAAAAAAAAo/xz5133okqm8/s200/frankincese-trees.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5240761309704035106" /&gt;&lt;/a&gt; Istnieje wiele rozmaitych rodzajów kadzideł, ale to właśnie olibanum, pozyskiwane z żywicy drzew z rodzaju &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Boswellia&lt;/span&gt; (pol. kadzidłowiec), jest tym, które zwykle w tej części świata uważa się za kadzidło „typowe”. Dzieje się tak dlatego, że to właśnie ten rodzaj jest najczęściej używany w liturgii chrześcijańskiej i to właśnie dym palonej żywicy olibanowej zwykle unosi się w kościołach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo to &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Oliban&lt;/span&gt; nie nasuwa kościelnych czy liturgicznych skojarzeń. Najbardziej podoba mi się przez mniej więcej pierwszą godzinę. Kadzidło olibanowe wyczuwam tu w dwóch postaciach: nasyconej, lepkiej, lśniącej jeszcze żywą wilgocią żywicy i aromatycznych, ciemnych smug dymu. Jest tu też ciemna, pełna róża o omszałych płatkach i odrobina niemal jadalnej słodyczy łagodnego tytoniu i miodu. W tle czai się jakiś cień, rysa – to coś nieco brudnego i fizjologicznego, co przypisuję obecności ambry, która zwykle wywołuje u mnie tego typu skojarzenia. Z czasem ciężar przenosi się z kadzidła na cedr i zapach staje się zdecydowanie drzewny i dużo bardziej suchy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SLrtAdSdF0I/AAAAAAAAAAw/cpFgRHFY3x4/s1600-h/keikomecheri_immagine.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SLrtAdSdF0I/AAAAAAAAAAw/cpFgRHFY3x4/s320/keikomecheri_immagine.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5240761708516808514" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Oliban&lt;/span&gt; w pewnym stopniu kojarzy mi się z &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Black Cashmere&lt;/span&gt;, co jest dużym komplementem, zważywszy że &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Black Cashmere&lt;/span&gt; należy do moich absolutnych faworytów. Podobieństwo wynika z charakterystycznego, dającego piękne efekty połączenia nut kadzidła, róży, drewna i miodu, obecnego w obu kompozycjach. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Oliban&lt;/span&gt; to udany zapach, choć być może nieco zbyt monotonny i spokojny, ale na pewno przekonał mnie, że warto dać szansę kolejnym propozycjom Keiko Mecheri.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty: olibanum, turecka róża, jasny tytoń, cedr z gór Atlas, ambra, miód&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Na ilustracji: krzewy kadzidłowca&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4195584182338266531-704686987354498594?l=nawlasnejskorze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/feeds/704686987354498594/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4195584182338266531&amp;postID=704686987354498594' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/704686987354498594'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/704686987354498594'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2008/08/keiko-mecheri-olibanum.html' title='Keiko Mecheri, Oliban'/><author><name>Norna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02537235786400196382</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_kkPAPC6SB4o/SLrspPmFGyI/AAAAAAAAAAo/xz5133okqm8/s72-c/frankincese-trees.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4195584182338266531.post-7966697258528977178</id><published>2008-08-29T19:57:00.002+02:00</published><updated>2009-02-03T17:20:20.853+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ogólne'/><title type='text'>Po pierwsze: po co pisać?</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;Po co pisać o zapachach? Istnieje mnóstwo stron i blogów, których autorzy się tym zajmują, i wiele z tych osób pewnie robi to lepiej, niż ja zdołam. Jestem co prawda rzemieślnikiem słowa, ale moje teksty są raczej logiczne i formalne niż poruszająco poetyckie. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Jak pochwycić nieuchwytne, opisać nieopisywalne? To bardzo trudne, wszak próba opisu zapachu jest jak próba pochwycenia wiatru gołymi rękami. Poszukiwanie metody nie przynosi efektów. Obiektywnie i naukowo się nie da, bo gubią się wtedy emocje i opis staje się niepełny. Całkowicie subiektywnie, metaforycznie, poetycko – ale czy wtedy opis będzie miał jakąkolwiek wartość, niósł jakiekolwiek informacje dla kogokolwiek prócz autora? I czy sam autor za miesiąc, za rok odnajdzie w nim jakąkolwiek treść? Trzeba szukać złotego środka, choć nigdy nie da się osiągnąć idealnie pełnego, precyzyjnego i zadowalającego efektu. Musicie mi więc wybaczyć, jeśli czasem będę popadać w grafomanię. Mój zwykły lakoniczny i surowy styl niestety się tu nie sprawdzi.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Zamknąć w słowa wrażenia węchowe jest niezwykle trudno, bo oprócz efemerycznego z samej swej natury zapachu w grę wchodzą również wspomnienia, skojarzenia i emocje, u każdego wąchającego inne i unikalne. A ponoć to właśnie zapachy mają największą moc przywoływania wspomnień. Wraca też pytanie, które prześladuje mnie przy rozważaniach teoretycznoliterackich, czyli w jakim stopniu słowa są w ogóle w stanie opisać rzeczywistość, ale to temat zbyt szeroki i nie mieści się w ramach tej krótkiej notki. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Więc po co pisać?&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Obcowanie z zapachami, nie tylko perfum, to jedna z moich największych pasji. Właściwie moje trwające już wiele lat zainteresowanie perfumami jest pochodną nieustannego obwąchiwania świata – odkąd pamiętam, węch był dla mnie jednym z najważniejszych zmysłów. Ale to znowu inna, długa historia.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Używanie perfum znaczy dla mnie coś więcej niż „ładnie pachnieć”. Na tym właściwie zupełnie mi nie zależy. Dzięki nim przenoszę się w inne miejsca i inny czas. Jestem drzewem, dymem, liściem, wiatrem znad pustyni i kamieniem. Wplatam we włosy korzenne przyprawy z arabskiego targu. Owijam się skórą, korą, źdźbłami suchej trawy, tarzam się w wilgotnej ziemi. Doświadczam niesamowitego bogactwa doznań.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Czuję potrzebę opisywania swoich spotkań za zapachami, nie chcę całkiem stracić tych wrażeń, pragnę zachować przynajmniej zbiór skojarzeń ujęty w słowa; wczoraj na przykład spisywałam strzępki zdań w pociągu, na skierowaniu do chirurga. Zamazałam całe. Trudno, chyba powiem, że je zgubiłam… Czasem opisanie pomaga skonkretyzować odczucia, dotrzeć do sedna, dlatego na temat większości poznawanych zapachów robię notatki, choćby krótkie. Nawet jeśli ograniczają się, zainspirowane przez pewnego polskiego krytyka literackiego, do słowa „bździna”.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Lubię też dzielić się tymi wrażeniami z innymi, wymieniać opinie, dyskutować, spojrzeć na zapach czyimiś oczami, czy właściwie poczuć go czyimś nosem. Nie przeszkadza mi różnica zdań, w końcu nie ma jednej obowiązującej oceny zapachu, o tym przekonałam się już dawno. Dlatego liczę na Was, czytelnicy – przyjaciele i znajomi, których wkrótce zaproszę do czytania tych tekstów, ale i nieznajomi, którzy być może trafią tu przypadkiem. Dlatego zdecydowałam się założyć tego bloga i stworzyć jedno miejsce, gdzie będę zamieszczać opisy konkretnych zapachów, które dotychczas były rozsypane po rozmaitych forach i plikach z notatkami. Co z tego wyniknie? Zobaczymy. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Będę opisywać rozmaite zapachy, piękne i brzydkie, delikatne i potężne, ulotne i porażająco trwałe, takie, które mnie porwały, i takie, które rozczarowały. Bez krygowania się i głaskania się po główkach. Przede wszystkim będą tu gościć zapachy niszowe, często dziwne i kontrowersyjne, bo takie najbardziej do mnie przemawiają. Nie będę szukać odpowiedzi na pytanie, które perfumy najbardziej podobają się chłopcom/dziewczynom, które są „sexy”, które są „najładniejsze i podobają się wszystkim”. Pomijając dość oczywistą bezsensowność tych pytań, to mnie po prostu zupełnie nie interesuje.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Piszę dla siebie, po to, by ująć w słowa, przynajmniej w części pochwycić i utrwalić swoje odczucia dotyczące zapachów. I dla Was, po to, by Wam je pokazać, jeśli oczywiście zechcecie przeczytać.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Testowane na własnej skórze.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4195584182338266531-7966697258528977178?l=nawlasnejskorze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/feeds/7966697258528977178/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4195584182338266531&amp;postID=7966697258528977178' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/7966697258528977178'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4195584182338266531/posts/default/7966697258528977178'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nawlasnejskorze.blogspot.com/2008/08/po-pierwsze-po-co-pisa.html' title='Po pierwsze: po co pisać?'/><author><name>Norna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02537235786400196382</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry></feed>
